poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pan Mętliko i Panienka Idealna

Chciałabym by tak wiele zdarzeń, gestów i ciał było ideałami. W tym moje przygody, moje domniemania i moja figura. Ale zdaję sobie  sprawę, że  podchodzi to pod nierealne. A może i nawet niepotrzebne. Oglądając youtube, natknęłam się na takie słowa: " Ja wiem, że moim kształtom daleko do proporcji modelek. Ja wiem, iż tu mam za dużo, tu za mało. Ale wiecie dziewczyny co? Kto powiedział, że mamy uganiać się za tymi konkretnymi wymiarami? Dlaczego miałabym być taka sama, jak one? Po co być kolejną kopią? Ja mam taką sylwetkę, jaką mam.
Byle by dobrze się czuć ze sobą". Krążyły tak w mojej głowie te słowa i raczej sobie je zatrzymam.
Byle by czuć się ze sobą dobrze.
Ta kobieta już po 30- stce, piękna, od razu widać jaką płeć reprezentuje. Silna. Pewna siebie i niezwykle empatyczna. Może to tylko być powłoką, wypełnioną złudzeniami, ale nie ma w tym nic złego. Człowiek musi ukrywać tyle rzeczy przed światem i to jest absolutnie normalne.  Grunt, że pokazuję coś wartościowego.
Usiadłam wtedy na łóżku i pomyślałam " mam nadzieję, że jak te skoki hormonalne miną, będę mogła powiedzieć to samo" i się uśmiechnęłam.
Generalnie mam ogromny mętlik w środku. Hah, standardowo. W tym miejscu często o nim piszę. To obecnie element mojej codzienności. Nie wiem czy bardzo mija się z prawdą stwierdzenie, że blog jest jakąś formą autoterapii. Ale fakt, naprawdę mi pomaga. Wczoraj, do bliskiej mi osoby napisałam elaborat na temat smutku, sensu(a raczej jego bezsensu w całej okazałości) samobójstwa i myślenia, nadmiernego.  I mimo łez jakie tłamsiłam. Było mi lepiej. Tym bardziej, że uświadomiłam sobie, jak ogromnie dużo dostaję od pewnych jednostek.
Ja tylko wiesz, zawsze się boję, że obciążam kogoś, każdy przeszedł swoje. Dosyć mamy już i tak swoich problemów. Ciężko jest to uporządkować.

Rozmowa skończyła się, generalnie śmiechem i stwierdzeniem, że najlepiej by było myśleć, jak najmniej. Stary babciny sposób, jak już jesteśmy przy dniu babci :D
" Luneczko ( haha jak te zdrobnienie brzmi), jeśli Ci smutno, idź, obierz ziemniaki i wyczyść podłogę"
 Może dlatego tyle wytrzymały na tym świecie ? Ale powiem, że już lepiej uciekać w coś pożytecznego, gdy tracimy cierpliwość do świata, niż siedzieć i płakać w poduchę, co i też od czasu do czasu potrzebne. Ja przynajmniej czuję się spokojniejsza. Bo jest co robić i chyba powinnam znacznie częściej to praktykować. Muszę usiąść do gitary, skończyć malować obraz. Przeczytać Makbeta. Pouczyć się funkcji. Obejrzeć film. Posprzątać łazienkę. Przynieść węgiel. Odśnieżać. Poćwiczyć. Zadzwonić. Zrobić sobie porządne śniadanie.
To daję satysfakcję, że nie jest może nic na marne. Do niedawna myślałam, że to kolejna ucieczka. Ale lepiej uciekać w pozytywy, niż zamykać się w sobie, prawda?

Może ci  człowieczasukcesu podpisaliby się pod zdaniem :" jestem szczęśliwy, bo nie mam czasu na smutek"

 A jeśli chodzi o mętlik, bo tu jakaś mi się dygrecha życiowa wepchnęła...
 Nie lubię go bardzo, bo mam wrażenie, że odbiera/ przysłania mi ogromną cząstkę mojej osobowości. A każdy by Ci powiedział, że jestem jedną z tych pozytywnych . To w sobie akurat lubię, tę stronę, że u człowieka swoją ciapowatością czy próba szaleństwa mogę komuś poprawić humor. Dwie strony medalu. Cienie, niecienie cholerne. Uśmiech i łzy.
Stan mojego umysłu mogę opisać słowami:" nie wiem" i tylko ode mnie zależy, czy obie z tym poradzę. Ale nikt nie znajdzie recepty na to. Nie mogę się niczego od życia spodziewać. Od homosapiensów nic oczekiwać.
Może wymagam za dużo. Czuję zbyt.
 Prawdopodobne, ale gdybym wiedziała, jak żyć inaczej, to bym żyła. Proszę mi wierzyć.

 Ale ja chrzanię teraz farmazony. Właściwie nic konkretnego ani ładnego nie powiedziałam. Potraktuję to jaka wpis do kalendarza normalnie. Porzadkujący.  Rozplanuję sobie chyba ćwiczenia i rzeczy do zrobienia.
Powinnam coś zmienić na blogu?

Ah! Włączył mi się tryb kabanosowy :


Gdy osiągniesz cel
I cieszysz się,
Gdy dotarłeś tam,
Gdzie nie dało się,
Już słychać go,
Burak dobrze wie,
Gdzie szpilę wbić,
By bolało cię.

Nie walczę z wiatrakami,
Nie wytępię ciemnoty.
Usiądę tam, gdzie odnajdę święty spokój.

Mam na to wszystko wyjebane.
Mam na to wszystko wyjebane.
Mam na to wszystko wyjebane.
    Mam na to wszystko wyjebane.   








poniedziałek, 15 stycznia 2018

Samoakceptacja, bo kocham ja Ciebie.

Odczuwam. Ogromną potrzebę by znaleźć się obok tych przepryzmatowanych istot, które z drugiego końca Polski mówią mi, że siebie nienawidzą. Gdybyście wy, cholery jedne, tłumaczyli siebie moimi źrenicami.


Jesteście tacy niezwykli. 

Ty stokrotko, mówisz mi o tym, że się martwisz, a ja widzę, jak piękne jest to czego się obawiasz. Nie boisz się, jak typowy, szary człowiek. Taki miałby to w dupie. Siebie pewnie też. 

A ty marcepanie, nie widzisz ile szczerości jest w twoich zdaniach i jakie to cenne. Nie dostrzegasz z jaką troską, gdy sam jej potrzebujesz, potrafisz mnie obdarowywać opieką. Tłamsisz przed swoją transkrypcją ten zachwyt, którym mnie urzekasz codziennie. 

A ty? Dlaczego nie dostrzegasz oczu, które w ciągu kilku sekund potrafią niby bez powodu się rozpłynąć i zamienić  w radość zanim ja zdążę założyć obuwie? Tak się krytykujesz. Wstydzisz huśtawek emocjonalnych. To nic złego. U mnie też je zaobserwujesz. 
Ah, zobacz, jaka ta prawdziwość w Tobie jest unikalna.
 Nie planuj, nawet w żartach, samobójstwa na luty. 
Potrzebuję Cię, chociaż jeszcze przez następny rok. 


Miałam cudowną i jakże przyjemną okazję, ostatnio: usiąść i pooglądać filmiki sprzed  dwóch lat.  Można w depresję popaść. Nikomu nie polecam skoków w przeszłość, to nie przynosi pozytywnych skutków, jeśli przed nie nażresz się po korek zdrowym dystansem. 
Mówiłam mu o tym. Pokazałam to. "Dobrze wyglądasz, jesteś odważna. Serio, mówię. Radziłaś sobie z nienawiścią do siebie, jak tylko mogłaś, nie to co ja. I nadal sobie radzisz". Nie to co ty ?.... Przeszedłeś więcej ode mnie, a mi TAKIE farmazony prawisz. Dostałeś więcej słów, które mogły utknąć w gardle i zatrzymać dopływ powietrza. 
To prawda, żeśmy się krytykujemy przesadnie. Jesteśmy największymi krytykami swojego ciała, umysłu . Całego wizerunku. Ale wiesz co jest najgorsze? Że naprawde wierzymy w słowa ludzi, którzy nas krzywdzą. Na nasz temat. W banalne uwagi, które nie mają odbicia w rzeczywistości. Przecież oni jedynie kłamczą. Tu chodzi tylko o blizny. Robią to mniej świadomie lub bardziej, ale to ogranicza się do tego. Też trudno mi w to uwierzyć. Jak to ja, takie zgniłe jabłko, mogę być dobrym materiałem na szarlotkę?

Prawda nie nakazuję umierać.

Cokolwiek będziemy robić, jakkolwiek będziemy się czuć. Otoczenie będzie oddzielać nas od reszty. 'Bo jesteś jakoś inaczej. W sumie... lepiej jednak wyglądałaś rok temu, nakazałam Ci się zmienić, ale ym jakoś tak się jawisz jeszcze gorzej, wracaj przez kolejny rok do siebie, ja idę coś zjeść. Ciao.'
Pozwalamy się zabijać, ja również, przez opinię ludzką. Nikt nie lubi, być nielubiany, zrozumiałe. Oczekujemy miłości. Ale od tych zatrutych jadem jej nie dostaniemy. Nie ma co stać w kolejce. Mają zły towar, sorry. Gdyby było tyle straganów z ignorancją obok, ah. Kupowałabym. 


 "Stawiałaś sobie za duże wymagania. Obracałaś się obok ludzi na wysokim poziomie. To pewne."
Nasze ciało się zmienia, dzień za dniem. Gorzej, lepiej. A dusza tylko dojrzewa, ale jest  wartościowa w każdym momencie naszego życia. Dla kogoś na pewno. Za rok , jakbyś spojrzał na nią, może ci się nie podobać. Ulepszasz ją, więc normalka. Ale ludzie cenią takie dusze, jak twoja w tych momentach.
 Się nie widzisz...
To jak z obrazem. Jak doceniają przy procesie powstawania, docenią raczej efekt końcowy. Malarz, nigdy nie doceni pędzla w swoich rękach i tego co zrobić potrafi.

Ja tam lubię 'brzydkie'.

No dobra, ignorancja. Mówię, wciąż o ignorancji. BY IGNOROWAĆ. Ja też nie potrafię. Tutaj, wyżej wpadłam w hipokryzję, chciałabym w nią wierzyć. Ale przejmuję się tak samo, jak ty.
 Nadal nagrywam krótkie filmiki. To już przypadkowo, przy okazji, z automatu leci. Mówiono mi, że może yt. Chciałabym. Ale nie czuję, by to był ten moment, za dużo niedomkniętych drzwiczek. Boję się, że zbyt wiele stracę, rozpoczynając działalność. Ale cudownie się czułam, gdy kilku znajomych w ciągu jednego dnia, zaproponowało to samo:" Załóż kanał, powaga, naprawdę mnie rozśmieszyłaś. Dziękuję". Czuję, że może kiedyś, za dwa lata? Za rok? Może  zbiorę wystarczające pokłady odwagi. Obawiam się nadal swojego wyglądu i ryja w kamerze. Ale doceniam po ogrom to, że są Ci, którzy nie zwracają na to uwagi. Jaka jestem na zewnątrz.
" A może chciałabyś, wnuczko kolejny łańcuch by ci wisiał po lewej stronie spodni? Mogę Ci dać od starego składaka taki- Wujku... przestań, grunt, że nie ma kolczyka w nosie". A ja się tylko uśmiechnęłam i z iskierką buntu w oczyskach, piłam herbatę owocową. Może to głupie co robię. Dziadku, pewnie masz rację. I mówię w pełni poważnie.
Jednak. Noż, kurde.
Nie zamierzam się bać, chcę spróbować się nie bać. Jeden jedyny raz, dajcie mi przestać się uzależniać. Gdy widzę, że czuję się lepiej, podając sie marzeniom i spontanicznym decyzją. Nie będę zamykać się w klatce, dopóki tym nikomu nie zrobię krzywdy . 
Spokojnie, to mi kiedyś przejdzie :D Chcę jedynie korzystać. Próbować. Nie mam nic do stracenia. 
# LunaBuntownikZWyboru
 Wróciłam do domu, włączyłam muzykę. Trafiłam na nostalgiczny kawałek.  Ja nie wiem gdzie tu jest metal progresywny niby. To takie delikatne :)
I zaczęłam wirować tak w kółko, boso po dywanie, udając karuzele. Poczułam się, jak na wzgórzach Transylwanii czy Czegośtam. TYBETU XD.  Takie średniowiecze, hah. Ale za to jakie czaderskie.   

Wracając. Tak! Nie przewróciłam się o dziwo. Mira Ciapson ustała na nogach!
I wiesz? To było jak przewiew wolności i beztroski. Wśród tych słów warto zostawić problemy i udawać, iż olewa się świat. Polecam drobne szaleństwo. Byle było go więcej. Mówiłam, że wariaci są niezwykle przystojni? Epicką duszyczkę mają, a dla kobiet uśmiech skrywającym plany, typu: jak tu zrobić z siebie oszołoma to najlepszy makijaż.


Fajnie jest, wśród tych całych lęków i obrzydzeń spojrzeć na charakter człowieka i chrzanić czy ma ładny nos czy nie. Nie chcę, więc przejmować się swoim wyglądem do granic możliwości, chcę  jedynie czuć się dobrze, stawiając na pierwszym miejscu to by mi charakter nie przygnił diametralnie. I owszem. I know. Dalej siebie nie trawić będę, to wymaga czasu.  Ale czuję dziś taki spokój. Od rodziny mogę słyszeć, że wyglądam jakby bez wody i jedzenia wisiała na krzyżu wieki , ale ja czuję się okey. Tymbardziej wiedząc że moja waga jest serio  prawidłowa, a organizm prosperuję bez szwanku. Każdy ocenia inaczej. Ja mówię, chcę stabliności. Bo tak bym to nazwała. Dbać o siebie. Dbać o siebie...
Ja wolę dusze ludzi. Bo to się nie zmienia. I liczę ogromnie, że może od tej mojej nieszczęsnej da się coś wyżłobić. 
  

                          

środa, 3 stycznia 2018

Skoro miałam pisać częściej. AZYL.

Muszę przestać uciekać.

Szłam sobie ulicą, a glany tupotały razem z moim sercem w przedziwny sposób.
Cóż za zgranie, proszę państwa. Raptownie, zdałam sobie sprawę, iż muszę przestać. 
Uciekać.
Zaznałam poczucia bezpieczeństwa, szaleństwa dawnego, sprzed lat moich wnętrznościowych. Na nowo miałam okazję zrozumieć swoje Gesty Kapelusznika i oczy, które za wszelką cenę nie chcą być wilgotne.



Hej, dziewczyno azylu szukasz ? On jest tam, po drugiej stronię twoich lęków.


(...)






"-Czyś ty oszalał?-Najwidoczniej. "

Siedziałam na przystanku, gapiąc się  na niby obcego człowieka, którego nie spodziewałam się widzieć. 
Się skadś wziął i pauza, i  uśmiech. 
Nieważne o kim mówię teraz. 
Zauważyłam jedną rzecz. 

Brakuje Nam Nieargumentowania chwil.
Nietłumaczenia faktow.

Za wszelką cenę chciałam wyjaśniać.
 Przestańmy się oszukiwać. Inni nie zrozumieją naszych słow. 

"Dobrze, że się wtedy nie widziałaś, wybiegłaś taka 'oh ah'- Nieprawda.... to nie tak, Rodzino
 -Ależ nie ma sie czego wstydzić, najlepszy był komentarz X' już ją swędzi', ah Luna jesteś przekomiczna, no co...nie spodziewaliśmy się tego po Tobie "

" Miro, dla mnie rodzina to najgorsza czasem instytucja do jakiej możesz trafić, ma ci dawać opiekę i troskę, a rani Cię najbardziej - Dlatego tak ciągle szukamy miejsca dla siebie z dala od tych, którzy nas najbardziej kochają "

Wstydu nie wytłumaczysz. Powodu wstydu również. 
Więc czy warto się nad tym rozwarstwaić?
Nie masz na to wpływu, gdy twoje uczucia są uzależnione od otoczenia do tego stopnia.

Odpuść. Na furtkę do azylu czekaj.

 Każdy z Nas tworzy swój świat. Między rozmowami tworzy się intymność. Przestańmy naruszać prywatności, między tymi, którzy sami ich nie rozumieją. 
Po coż ranić ? 






czwartek, 28 grudnia 2017

Rozmowy o miłości i potrzebach ludzkich.

Oparłam się o ścianę, próbując zarezerwować w moich myślach godzinę  na czekanie,  powrót do domu i rysowanie w samotności.
 Rozmawialiśmy. Nie pamiętam o czym nawet. Podejrzewam, że jakieś głupoty.  To był Nowy członek  mojego stowarzyszenia szkolnego, które zowie się KLASA I B. Pozdrawiam :D.
 Założył czapkę, kędzierzawe włosy sterczały tak, że wskazywały chyba każdą możliwą stronę i podstronę świata.  Był gotowy do wyjścia na ten mróz. A ja stałam sobie w moich wykwitnych sandałach, kuląc się między szafką, a beżowymi, o dziwnej strukturze płytkami szatni ( Czy ktoś jeszcze ma równie ciekawie określone obuwie szkolne?)
 " Mam czas. Zostanę z tobą"- rzucił . Ja się tylko uśmiechnęłam :" Gdzie ty będziesz po szkole łaził w tej czapce? ".  Zdjął ją teatralnie  :" Jeszcze jakieś argumenty?"
Ostatecznie i ja się ubrałam,  poszliśmy przed siebie. Nie znam za dobrze tych ścieżek koło szkoły. Stwierdziłam, że pójdę na miasto, do mamy pracy. Czyli Luna włóczęgą, standard.
 Przeprowadził się z Podwarszawy. Z trzy godziny jazdy stąd. Urodził się w Rosji.  Tata jest Ukraińcem, matka Rosjanką. Ale każdy by powiedział,  że to Polak. Nie widać różnicy.   Mimo, że przyszła zmiana miejsca zamieszkania była mu wiadoma, przez te trzy miesiące przywiązał się mimowolnie do nowej licealnej klasy z tamtej szkoły średniej. " Spotykam się z nimi w ten piątek, chyba. I tak, okropne są te relacje miedzyludzkie, zaczynasz znajomość i musisz mieć na uwadze, że ten człowiek w każdej chwili może odejść i zobojętnieć "  Okazało się, że uczy się rysować. Stanęliśmy przed pasami:" I cała sytuacja przedstawia się generalnie tak, że ja mówię matce o tych problemach, bo nie mam wyboru. Zawsze jest, że wyolbrzymiam. I juz sam zaczynam się zastanawiać ile w tym prawdy.  Nie wiem czy ona w ogole mnie słucha(...) A ojciec,  co na to ojciec Nowy? - Nie widziałem mojego ojca od czterech lat, nigdy się mną nie interesował, o prezentach na moje urodziny to się go wręcz błagało, nie obchodzi go nasza rodzina- Przepraszam, nie wiedzialam- Niee, nic nie szkodzi, mi jest to obojętne".
 Żartował, że ostatnio próbował znaleźć autentycznie GIPIesem drogę do domu. Szliśmy tak chodnikiem, niebo bylo szare w cholerę.
"Wiesz gdzie jest ta poczta? Trafisz?- Słuchaj, nie mam bladego pojecia, idę z Tobą zwyczajnie- Czyli się gubimy- Haha tak ".
Na drodze do mojej szkoły są takie tory, codzienie praktycznie przed nimi zatrzymują nas te blaszane korki. " Uważaj, na te tory ofermo, idź pierwsza, bo Cię rozjadą zaraz- Dobra, dobra...czekaj no- W tym długim swetrze i płaszczu wygladasz rzeczywiście jak mnich  - Nowy, czy ja mam Cię zabić? Wystarczy, że już każdemu się kojarze z zakonnicą". Ponownie przemierzaliśmy chodnik, odpowiadałam mu z lekka o swojej rodzinie, gdy usłyszałam krzyk przyjaciółki, przez szybę. Wystawila tę swoja głowunie i zapytała, starając się przebić przez gwar samochodów, czy może chce by mnie podwieść do domu. Zgodziłam się odrazu.  Przeszukałam otoczenie wzrokiem, chcąc pożegnać się z Nowym. Ten odszedł o kilka kroków " Hej, czekaj czekaj - Trochę Ci  wstydu narobiłem, co? Przepraszam - No coś ty, to tylko Julia" . Uśmiechnęłam się i wsiadłam do samochodu. Ta spojrzała się lekko zdekoncentrowana:" Wybacz,  że przerwałam rozmowę- Nie to nic takiego, opowiadał mi człowiek o sobie - To ten Rosjan z twojej ekipy, tak ?- Tak, tak".
Nie lubię takich dziwnych sytuacji, nie było to potrzebne. Ta cała niezręczność. Zwykła rozmowa. Odzwyczaliliśmy się od zwykłych rozmów.
Bardzo zdziwiło mnie to, że tak się otworzył. Nie wiem co się stało. " Ludzie Ci ufaja" powiedziała Izonat. Nie powinni, proszę, teraz piszę wszystko na blogu. Niby Nowy, by to powiedział może i każdemu, kto może to czytać, ale...
Niemniej było to wyjątkowe i bardzo wartościowe(?) dla mnie. Każda tego typu sytuacja jest według mnie równie niezwykła. Nie oszukujmy się, że dzisiaj takie otworzenie wymaga naprawdę sporo od człowieka. Intrygujące jest to i przerażające zarazem jak ludzie potrzebują szczerego słowa i kilku chwil wysłuchania. Jak wiele jest rozbitych rodzin.

Dziękuję.

" Nie wiem,  Mira i tak się zastanawiam czy to ty przyciągasz tak depresyjnych czy naprawdę tak jest ich dużo w naszym otoczeniu" napisał Filozof na moje dygresje.
 Nie mam pojecia jaka jest odpowiedź.

" - Myślisz, że Żółtemu się mogę podobać- Yy, dlaczego niby nie miałabyś? Lubi Panią, dobrze się dogadujecie " szłam dalej w moich sandałkach,  myśląc o tym jak rzygam tą sztuczną miłością.  Każdy gada tylko o jednym.
"Czy ten przystojny blondyn pasuje do mojego piega na nosie?"
Ten piękny świat zmierza do odpadków.
 Czy ludzie tak bardzo potrzebują uwagi? Czy kto mi wyjaśni czym jest ta miłość pośród sterty błagań ludzkich o zainteresowanie?
 Tak nas nie rozumiem. Chciałabym się  uśmiechać tylko .
No dobra, okey.
Śmieje się, mam cudowną companie, jestem szczęśliwa. Ale jak widzę te pary, ludzie się zwierzają z tych miłości. To miłe w ogóle. Załamuję się, boję się, że u mnie tak samo będzie. Kiedy widzę jak udają, dają jakieś sygnały. Biorą bluzę, nie wiem i psikają perfumami.  Znaczy to zrozumiałe wszystko... tylko... Normalnie jakbyśmy cofali się  do epoki tych całych australiopitków.
Nie chodzi mi o to, że nie jest to potrzebne, ale szkoda mi nas w tym szaleństwie. jesteśmy przesyceni i osaczeni w tym temacie.  My tacy kosmici, samotni.
 Mi się wydaję, że wystarczy być sobą. Jesteśmy wspaniałymi istotami.
Każdy z nas to wystarczająca jednostka.
Ja wierzę, że odpowiednia osoba pokocha nam takimi jakimi jesteśmy.





poniedziałek, 23 października 2017

21 października.

Kiedy odlożysz telefon, bo kilku sekundach stajesz sie jednym z tych najbardziej opuszczonych na swiecie.
 Bo wiesz. My chyba najbardziej cierpimy przez ta samotność. Pomińmy to, że połowa ludzkości jest uzależniona od tego świecącego ekraniku, może i masochisci jacyś.

Przyznaj się. Usypiasz.
Jesteś tym Włączonego Pierwiastka.

 Niech szlak trafi to, że piszę najczęściej wtedy i posty powtarzają się niczym kolejne sekwencje banalnej, depresyjnej powieści dla młodzieży. Smutek, pragnienia, radość, dziwactwo. Smutek , pragnienia, radość, dziwactwo.

Na co przyszła teraz kolej?

No... słabe to jest.
 Słabe to jest, że świat to taka dzika sterta dołujacych się wzajemnie zlepków. Dlaczego te zlepki zapominają , że to one tworzą świat? I on zależy tylko od nich.
Co z tego, żeśmy brudne zlepki.
Ukladanka i tak ma prawo wyjść. ( za granic swojego zamknięcia)

 Czy klamie?

 Mam zdecydowanie za dużo myśli i leków.
 I tak zastanawiam sie czym ja się przejmuję. Sama się
 Podczas rozmów często czuję, że gdzieś gubię sens, jeśli na początku w ogóle go znalazłam. Ludzie pewnie widza, że mimo,  iż się śmieję i inne takie, czuję się dziwnie, gdy ktoś patrzy mi sie w oczy i słucha.
Słyszę różne słowa, czasem dołujące, czasem kujące mnie w duszę. Jak każdy. Każdego dnia. Coś, ktoś.
Ale silni ludzie nie płaczą ponoć. Meeeiejszatreba iść dalej.
 Czy jestem silnym ludziem z wyboru czy udaję przed sama sobą , bo nie umiem płakać od roku?
Jestem szczęśliwa.
Jest. ( ok )
Dojrzali, wyrozumiali i ciekawi ludzie.  Dobra kadra nauczycielska. Szkoła z klasą bez zarzutu. Czuję się dobrze.
 Ale nie chcę wracać do domu.
 Jakbym wchodzila w pole minowe, a bomby ukladal nie kto inny jak ja.
MY  tacy żołnierze. Dyscyplina i zaradność w życiu jest potrzebna i wymagana, więc powiedź mi :" czego ja chcę ?"
 Zdarza sie zwyczajnie , że mam dość.
 Idę do szkoły i chciałabym się rozpłakać,  a naprawdę zupełnie nic się nie dzieję.
Naprawdę nikt mnie nie krzywdzi.
 Ja jedynie odbieram sprzeczne sygnały , jak mały dzieciak.
 Tylko tak zdaję sobie sprawę jaki to świat jest okrutny. Niesprawiedliwy. Skomplikowany.
 Bywali , że niektórzy chodzi załamani z powodu oceny, bo jak dowiedzą się rodzice, że im spr nie poszedł  stracom na kilka dni pozwolenie do życia. Jakby trojka to był prywatny koniec, zbrodnia.
Postradaliśmy zmysły.
 Widziałam i otwartych, Cudownych, którzy nie potrafią skorzystać ze swoich możliwości.
Mówię:" korzystaj ".
 A ja nie czuję sie lepsza.
A to podstawa. Inaczej znikniemy z mapy .

  Przemyka mi taki Husky po korytarzu. I zastanawia mnie jakim jest człowiekiem. Przez kilka godzin byłam w stanie ocenić go jako przedstawiciela niedorozwiniętych debili, myślących tylko o imprezach, ale do czasu pytania Kudlatego :" a to warto iść na ta informatykę Husky? To taki oblegany kierunek teraz" . Odpowiedzielismy niemal jednocześnie  :" ważne jest czy robisz coś z pasją" .
Widzę , że on coś wie. Widzę , że myśli. Opowiadał dużo o tych komputerach. Widziałam go ostatnio tak zamyślonego.
Albo bym zamrożony pogodą, albo jakiś smutny.  Nie wiem. Jak idzie z kim to się usmiecha, mowi" cześć", idzie dalej. A jak zostaje sam , patrzy sie w schody taki zamknięty.
Pytanie, czemu nie pytam.

Czuję sie beznadziejnie. Po co układać to w ładne słowa.
 "Wstawaj popierdolona idiotko, uzależniona , rzygać mi się chcę. Telefon nic ci nie da"
Ja się kurwa zamykam.
?













sobota, 9 września 2017

Wieczorem, dnia 21 sierpnia.

Wieczorem, dnia 21 sierpnia byłam zwykła dziewczyną, która szlajała się z psem, podobnym do niedźwiedzia, po prawie opuszczonej giełdzie towarowej. Mama z przyjaciółką szły za mną, śmiejąc się głośno. Szczęśliwe, bo mogły w końcu spędzić ze sobą więcej czasu, ponieważ zamierzałyśmy być w Gdyni jeszcze przez conajmniej tydzień.
 Ja tak ze słuchawkami krążyłam pośród pomarańczowego świetła latanii. Lubię takie, mowiłam już. Wiem.
 Suczka z którą wyszłyśmy na spacer bardzo się rwała do wszelkich opuszczonych miejsc i ciągnęła mnie do największych, i najcudowniejszyh krzaków świata. Przelatywały mi przez głowę słowa kolejnych  utworów z playlisty.

"a skóra cienka jak papier
codzień nasiąkała słowem
w wąskim gardle takich słów była sterta
lały się wartko strumieniem
od takich słów gardło pęka"

Wiesz, pasowały mi trochę do tych na wpół przestraszonych to zafascynowanych dzieci sprzedawców, ktore szczerzyły się na widok Azi. Ps: Jeśli się moża szczerzyć ze strachu to kto wie może i się bały tak bardzo?
 Mnie, fakt wiele słow ostatnio boli, ale nie mogę wyjątkowo nic z tym zrobić, więc staram się udawać głuchoniemą. Przyciel mnie tego nauczył. Ale, gdy człowiek zostaję tak sam ze swoimi myślami raptem zaczyna otwierać drzwi i rożnie to bywa.
 Idąc czułam intensywnie.
Drzwi stały otwarte. Zniszczone wczesniej zabarykadowane, ponieważ jest było za bardzo obojętnie.

"Ale to nic." zaczęłam sobie wmawiać. Nie miałam siły na rozbieranie słów.
Szłam se dalej.
 Ludzie uśmiechali się akurat kiedy z piosenki wylewaly się kolejne wersy pocieszenia.

Oddaliłam się w sobie zupełnie i ku swojemu zdumieniu natknęłam się na mur ciepła na wysokosci prawego przedsionka.
Poczułam sie tak zwyczajnie szcześliwa, wiesz?
Mimo ze w tamtym momencie tłamsiłam jakieś wewnętrzne i niepotrzebne kamienie milowe.
Chciałam odejść od człowieka, który dawał mi troskę, bo źle się czułam słysząc, że ktoś w jakiś sposób chcę mi dać więcej.
 Tak wtedy dotarło do mnie, że muszę przestać uciekać, bo boję się bycia dla kogoś ważna. Na chwilę obecną czuję się wykorzystana przez tą osobę i boli mnie nadal,  ale i tak nie żałuję, że tego dnia zdecydowałam , że zostane. Dowiedziałam się jaki jest. Czego ja oczekuję.
Poczułam, że jestem sobą.
 Ja nie odchodzę.
Zrobiłam jak wydaję mi się dobrze.
Problem sie rozwiązał.
I chrzanić inne.
Nie moża bać się choćby nawet chwilowej dobroci.
Nie można uciekać od dobrych ludzi, czując , że moża ich skrzywdzić albo zostać skrzywdzonym.
Nic się nie stanie, jak tak będzie, a tak będzie pewnie.

  Szłam tak i raptem się uśmiechnęłam. Mama mówiła coś dalej. Nie reagowałam jakoś.
21 sierpnia stwierdziłam, że jestem szczęśliwa.
Kiedyś ktoś powiedział mi, że szczęście to nie zawsze ten moment w którym absolutnie każdy element życia jest tam gdzie ma być. To ta chwila kiedy akceptujesz jak jest i masz nadzieję na lepsze jutro.
Wtedy masz banana na twarzy,  idac giełda towarowa, ciągnięty przez psa, z i tak kolejnym bałaganem w sercu, słuchając zwykłej piosenki.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Boimy się.

Boimy się ludzi z problemami, mimo że sami je mamy.
Nie wiem czy to dlatego, że obawiamy się ,że ktoś jeszcze zrzuci na nas kolejne gruzy i już nie powstaniemy. A nasze życie będzie tylko jednym polem po zakończonej bitwie a my tacy marni, bedziemy się zastanawiać dlaczego myśleliśmy, że jesteśmy silni.
Boimy się zaufać, ponieważ boli nas, gdy ktoś nas zawiedzie i okaże się, że chyba znowu chcieliśmy za szybko, za bardzo i tak to znowu nie ta osoba.
Boimy się mówić nie tylko dlatego, że wyjdziemy na głupich przed rozmowcą, ale i dlatego, że boimy się przyznać do wielu myśli, obawiamy się swojej własnej reakcji.
Boimy się wszelkich emocji, które by powiedziały, że tak ta osoba jest dla nas w jakiś sposób bliska, bliższa. Nie całkiem obojetna, bo znowu będzie, że zależy w niewłaściwym momencie, nie tak jak powinno, w zły sposób.
 A my.
Chcemy rozmawiać z kimś kto nas rozumie, a bez problemów tutaj się nie obejdzie.
Prawda jest taka, że pragniemy ufać. Zebrzemy o zaufanie.
Wiemy, że przydało by się by ktoś powiedział, że nasze myśli i my sami jestemy normalni.
Potrzebujemy miłości, troski i zależności.