poniedziałek, 23 października 2017

21 października.

Kiedy odlożysz telefon, bo kilku sekundach stajesz sie jednym z tych najbardziej opuszczonych na swiecie.
 Bo wiesz. My chyba najbardziej cierpimy przez ta samotność. Pomińmy to, że połowa ludzkości jest uzależniona od tego świecącego ekraniku, może i masochisci jacyś.

Przyznaj się. Usypiasz.
Jesteś tym Włączonego Pierwiastka.

 Niech szlak trafi to, że piszę najczęściej wtedy i posty powtarzają się niczym kolejne sekwencje banalnej, depresyjnej powieści dla młodzieży. Smutek, pragnienia, radość, dziwactwo. Smutek , pragnienia, radość, dziwactwo.

Na co przyszła teraz kolej?

No... słabe to jest.
 Słabe to jest, że świat to taka dzika sterta dołujacych się wzajemnie zlepków. Dlaczego te zlepki zapominają , że to one tworzą świat? I on zależy tylko od nich.
Co z tego, żeśmy brudne zlepki.
Ukladanka i tak ma prawo wyjść. ( za granic swojego zamknięcia)

 Czy klamie?

 Mam zdecydowanie za dużo myśli i leków.
 I tak zastanawiam sie czym ja się przejmuję. Sama się
 Podczas rozmów często czuję, że gdzieś gubię sens, jeśli na początku w ogóle go znalazłam. Ludzie pewnie widza, że mimo,  iż się śmieję i inne takie, czuję się dziwnie, gdy ktoś patrzy mi sie w oczy i słucha.
Słyszę różne słowa, czasem dołujące, czasem kujące mnie w duszę. Jak każdy. Każdego dnia. Coś, ktoś.
Ale silni ludzie nie płaczą ponoć. Meeeiejszatreba iść dalej.
 Czy jestem silnym ludziem z wyboru czy udaję przed sama sobą , bo nie umiem płakać od roku?
Jestem szczęśliwa.
Jest. ( ok )
Dojrzali, wyrozumiali i ciekawi ludzie.  Dobra kadra nauczycielska. Szkoła z klasą bez zarzutu. Czuję się dobrze.
 Ale nie chcę wracać do domu.
 Jakbym wchodzila w pole minowe, a bomby ukladal nie kto inny jak ja.
MY  tacy żołnierze. Dyscyplina i zaradność w życiu jest potrzebna i wymagana, więc powiedź mi :" czego ja chcę ?"
 Zdarza sie zwyczajnie , że mam dość.
 Idę do szkoły i chciałabym się rozpłakać,  a naprawdę zupełnie nic się nie dzieję.
Naprawdę nikt mnie nie krzywdzi.
 Ja jedynie odbieram sprzeczne sygnały , jak mały dzieciak.
 Tylko tak zdaję sobie sprawę jaki to świat jest okrutny. Niesprawiedliwy. Skomplikowany.
 Bywali , że niektórzy chodzi załamani z powodu oceny, bo jak dowiedzą się rodzice, że im spr nie poszedł  stracom na kilka dni pozwolenie do życia. Jakby trojka to był prywatny koniec, zbrodnia.
Postradaliśmy zmysły.
 Widziałam i otwartych, Cudownych, którzy nie potrafią skorzystać ze swoich możliwości.
Mówię:" korzystaj ".
 A ja nie czuję sie lepsza.
A to podstawa. Inaczej znikniemy z mapy .

  Przemyka mi taki Husky po korytarzu. I zastanawia mnie jakim jest człowiekiem. Przez kilka godzin byłam w stanie ocenić go jako przedstawiciela niedorozwiniętych debili, myślących tylko o imprezach, ale do czasu pytania Kudlatego :" a to warto iść na ta informatykę Husky? To taki oblegany kierunek teraz" . Odpowiedzielismy niemal jednocześnie  :" ważne jest czy robisz coś z pasją" .
Widzę , że on coś wie. Widzę , że myśli. Opowiadał dużo o tych komputerach. Widziałam go ostatnio tak zamyślonego.
Albo bym zamrożony pogodą, albo jakiś smutny.  Nie wiem. Jak idzie z kim to się usmiecha, mowi" cześć", idzie dalej. A jak zostaje sam , patrzy sie w schody taki zamknięty.
Pytanie, czemu nie pytam.

Czuję sie beznadziejnie. Po co układać to w ładne słowa.
 "Wstawaj popierdolona idiotko, uzależniona , rzygać mi się chcę. Telefon nic ci nie da"
Ja się kurwa zamykam.
?













sobota, 9 września 2017

Wieczorem, dnia 21 sierpnia.

Wieczorem, dnia 21 sierpnia byłam zwykła dziewczyną, która szlajała się z psem, podobnym do niedźwiedzia, po prawie opuszczonej giełdzie towarowej. Mama z przyjaciółką szły za mną, śmiejąc się głośno. Szczęśliwe, bo mogły w końcu spędzić ze sobą więcej czasu, ponieważ zamierzałyśmy być w Gdyni jeszcze przez conajmniej tydzień.
 Ja tak ze słuchawkami krążyłam pośród pomarańczowego świetła latanii. Lubię takie, mowiłam już. Wiem.
 Suczka z którą wyszłyśmy na spacer bardzo się rwała do wszelkich opuszczonych miejsc i ciągnęła mnie do największych, i najcudowniejszyh krzaków świata. Przelatywały mi przez głowę słowa kolejnych  utworów z playlisty.

"a skóra cienka jak papier
codzień nasiąkała słowem
w wąskim gardle takich słów była sterta
lały się wartko strumieniem
od takich słów gardło pęka"

Wiesz, pasowały mi trochę do tych na wpół przestraszonych to zafascynowanych dzieci sprzedawców, ktore szczerzyły się na widok Azi. Ps: Jeśli się moża szczerzyć ze strachu to kto wie może i się bały tak bardzo?
 Mnie, fakt wiele słow ostatnio boli, ale nie mogę wyjątkowo nic z tym zrobić, więc staram się udawać głuchoniemą. Przyciel mnie tego nauczył. Ale, gdy człowiek zostaję tak sam ze swoimi myślami raptem zaczyna otwierać drzwi i rożnie to bywa.
 Idąc czułam intensywnie.
Drzwi stały otwarte. Zniszczone wczesniej zabarykadowane, ponieważ jest było za bardzo obojętnie.

"Ale to nic." zaczęłam sobie wmawiać. Nie miałam siły na rozbieranie słów.
Szłam se dalej.
 Ludzie uśmiechali się akurat kiedy z piosenki wylewaly się kolejne wersy pocieszenia.

Oddaliłam się w sobie zupełnie i ku swojemu zdumieniu natknęłam się na mur ciepła na wysokosci prawego przedsionka.
Poczułam sie tak zwyczajnie szcześliwa, wiesz?
Mimo ze w tamtym momencie tłamsiłam jakieś wewnętrzne i niepotrzebne kamienie milowe.
Chciałam odejść od człowieka, który dawał mi troskę, bo źle się czułam słysząc, że ktoś w jakiś sposób chcę mi dać więcej.
 Tak wtedy dotarło do mnie, że muszę przestać uciekać, bo boję się bycia dla kogoś ważna. Na chwilę obecną czuję się wykorzystana przez tą osobę i boli mnie nadal,  ale i tak nie żałuję, że tego dnia zdecydowałam , że zostane. Dowiedziałam się jaki jest. Czego ja oczekuję.
Poczułam, że jestem sobą.
 Ja nie odchodzę.
Zrobiłam jak wydaję mi się dobrze.
Problem sie rozwiązał.
I chrzanić inne.
Nie moża bać się choćby nawet chwilowej dobroci.
Nie można uciekać od dobrych ludzi, czując , że moża ich skrzywdzić albo zostać skrzywdzonym.
Nic się nie stanie, jak tak będzie, a tak będzie pewnie.

  Szłam tak i raptem się uśmiechnęłam. Mama mówiła coś dalej. Nie reagowałam jakoś.
21 sierpnia stwierdziłam, że jestem szczęśliwa.
Kiedyś ktoś powiedział mi, że szczęście to nie zawsze ten moment w którym absolutnie każdy element życia jest tam gdzie ma być. To ta chwila kiedy akceptujesz jak jest i masz nadzieję na lepsze jutro.
Wtedy masz banana na twarzy,  idac giełda towarowa, ciągnięty przez psa, z i tak kolejnym bałaganem w sercu, słuchając zwykłej piosenki.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Boimy się.

Boimy się ludzi z problemami, mimo że sami je mamy.
Nie wiem czy to dlatego, że obawiamy się ,że ktoś jeszcze zrzuci na nas kolejne gruzy i już nie powstaniemy. A nasze życie będzie tylko jednym polem po zakończonej bitwie a my tacy marni, bedziemy się zastanawiać dlaczego myśleliśmy, że jesteśmy silni.
Boimy się zaufać, ponieważ boli nas, gdy ktoś nas zawiedzie i okaże się, że chyba znowu chcieliśmy za szybko, za bardzo i tak to znowu nie ta osoba.
Boimy się mówić nie tylko dlatego, że wyjdziemy na głupich przed rozmowcą, ale i dlatego, że boimy się przyznać do wielu myśli, obawiamy się swojej własnej reakcji.
Boimy się wszelkich emocji, które by powiedziały, że tak ta osoba jest dla nas w jakiś sposób bliska, bliższa. Nie całkiem obojetna, bo znowu będzie, że zależy w niewłaściwym momencie, nie tak jak powinno, w zły sposób.
 A my.
Chcemy rozmawiać z kimś kto nas rozumie, a bez problemów tutaj się nie obejdzie.
Prawda jest taka, że pragniemy ufać. Zebrzemy o zaufanie.
Wiemy, że przydało by się by ktoś powiedział, że nasze myśli i my sami jestemy normalni.
Potrzebujemy miłości, troski i zależności.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czuję, więc chyba muszę napisać.

Nie wiem, jak to jest, że człowiek czasem z dnia na dzień, może się poczuć jakoś tak dotkliwie samotny. Niech ktoś wytłumaczy.
Nawet pojęcia nie mam czy musi być tego jakiś powód.
Bez żadnego potwierdzenia, wyjaśnienia czuję się sam.
Taki sam ze swoimi problemami.
Taki sam ze swoim nadal niezbadanym środkiem.
Taki sam myślący, że może nikt nie zrobi mu krzywdy.
 Taki sam ciągle egoistycznie proszacy by ktos go słuchał i nigdy nie przestawał.
 Taki, zamykajacy się w środku, pewnego wieczoru, ze słuchawkami w uszach i pytajacego siebie co w takim razie robi jak nie rozmawia z tymi całymi osobowościami tego świata.
A naprawdę jest okey.

Nie powinnam rwać się do nikogo.
 Nie jestem niczym co powinno się rwać na jakiekolwiek sposoby.


czwartek, 27 lipca 2017

Update 4.0 GRECJA kilka filmików


Tu wnioski : kiedy nagrywasz upewnij się ,że za tobą nie ma nikogo z jabłkiem...
 : nie daj się zwieść, śpiew klasztorny jest wszędzie



Update 3.5 GRECJA kilka filmików

 Pobawiłam się też przy niektórych w montowanie. Niewiele ich, ale no hah . Tu się nie da nic wepchnąć!



Oto piękny gif zrobiony z nagrania z kibla :D Takie widoki powinny być z każdej toalety.

Update 3 (Update "x") GRECJA

ZASŁONA MILCZENIA.

Trochę taki update w update będzie teraz, ale muszę naskrobać tych kilka suchych faktów, bo no muszę.
Dostałam się do liceum! Na pierwszy wybór. Tak, przyjmują każdego.  Idę do tego, który wzbudzał tyle wątpliwości. Jednak dałam rodzicom za wygraną, może też i dlatego, że nie miałabym gdzie iść na lepszych warunkach. Świadectwo z czerwonym paskiem (pewnie już ostatnim) wywalczyłam. Statuetkę dostaliśmy kupioną pewnie za jakieś 10 zł :D A wyniki egzaminów ... Powyżej 80% wszystko oprócz rozszerzonego angielskiego (55%) Olałam. Ewidentnie. Grunt, że się nie liczy. Z przyrodniczych natomiast miałam 79%. Z polaka wyszło najwięcej 97% (Lizyyy, też się dziwię :D), a z  matmy, na której bardzo mi zależało  86% :) 
Jestem bardzo zadowolona. Mogą być ;)


Malowałam obraz wychowawczyni na koniec roku. Nawaiłam przy organizacji, ale skończyło się siedzeniem do 3 w nocy i  wzruszeniem pani  :"). Moim też, ale ciiii.


Jeśli chodzi o Grecję opowiedziałam wam może zaledwie trzy dni. Reasumując, jesteśmy nigdzie.
Pięknie powiedziałam. Wieeem haha.
Kurde, no sporo rzeczy się robiło. Byłam na takim jachcie. 
Pierwszy raz, jak się domyślić można. Płynęliśmy na taką wyspę Skatos.
(Ta plaża! Jak przewodnik opowiadał zawierała sporo takich specjalanych minerałów, że wygląda jakby połyskiwała drobinkami złota. Potwierdzam. Inaczej się tego ująć nie da)



T-RZ-Y bite godziny.



" Czułam się taka wolna, widziałam tylko morze i góry. Zero negatywnych myśli. Wiatr zabrał wszelkie obawy. Weszłam z Wiką na  najwyższy punkt i zaczęłyśmy się śmiać, że możemy spokojnie odegrać tą kultową scenę z Tytanica"
Zaczęłam w końcu gadać z ludźmi :D. Tam się przełamałam. I UWAGA! Gawarilam po rosyjsku w co dalej nie wierzę :D. Na opak się dogadałam haha. Ponieważ rywalizacja pomiędzy grupami nadal (o tym samym składzie co przy podchodach) nadal trwała, otrzymaliśmy zadanie , by zrobić jakieś "ciekawe filmy" podczas rejsu. I tylko tyle powiedziano. Miały być interesujące. Ładnie, 'profesjonanie' zrobione.
Wszyscy kręcili to samo, a nasza grupa chciała się czymś wyróżnić. Wspólnie z Wiką i Karoliną wymyśliłyśmy, że zrobimy wywiad z pasażerami.  I kto miał gadać? Ja. No jasne. Taa. Koleżanka mi pomogła, taka Natalia. Wyrwała się pędem i musiałam coś bąkać. Ostatecznie wysżło tak, że większości pasażerów pytaliśmy czy powiedzą coś może po polsku .
Powtarzali po nas :" Chrząszcz brzmi w trzcinie", boże jakie to  było zabawne.
Ja rzecz jasna ciągle się musiałam mylić i z automatu zaczynałam rozmowę od  cudownego polskiego 'dzień dobry' :D. No przecież, jakże inaczej. Za granicą mówi się po polsku.
Było też śmiesznie z takim młodym ruskiem. Powtórzył po nas ten łamaniec językowy i zapytał się co to znaczy. My takie  jedne wielkie yyyyy.  No jak wytłumaczyć? Nie wiedząc jak się po angielsku chrząszcz, trawa czy cokolwiek nazywa? Byłam przerażona, serioooo.
Ale tak pomyślałam chwilę  i wyjęłam szkicownik i z takim teatralnym gestem wyrzuciłam  siebie szybko :" Wait! One second".
Pomyślałam, że mu to zwyczajnie narysuję z tyłu szkicownika. Tylko z emocji zamiast robaka namazgrałam węża. No... jak żeby inaczej.
Ten mnie się pyta:" Snake?"
Zaczęliśmy się śmiać, przekreśliłam cała czerwona, narysowałam jakiegoś owada w trawie, tak to było piękne.
 Nie zrozumiał nas.

Później koleś zaczął, że jest z Mołdawii. I tutaj Mira również musiała się popisać. Ah, ta moja wiedza.
Zapytałam się szybko dziewczyn po polsku gdzie to jest, myśląć, że ten człowiek mnie nie zrozumie.
On tak raptem wytrzeszczył oczy i takie z uśmiechem:" What? ".
Ja zacżęłam przepraszać i śmiać się jednocześnie. Wytłumaczył mi gdzie to jest. Ale jak mnie zobaczył później na jachcie to tylko tak dziwnie się uśmiechał, jakby zrobiła z siebie największą idiotkę wszechczasów. Tak mi głupio było.
Haha pewnie moja reakcja była podobna do tego :


Taka mina współczującego kretyna.

Jakiś ludziu powiedział też, że mam ładne rysunki po rosyjsku. Akurat tak sobie kończyłam szkicować Wiktorię. Mega dużo rosjan spotkaliśmy apropo.  Mi się z emocji już kręciły słowa i zamiast 'dziękuję' powiedziałam 'przepraszam.'

" -Masz ładne rysunki.
-Oh, przepraszam!"

Bardzo dobrze też wspominam wyprawę na Meteoryty. Jeśli ktoś był w Grecji na pewno wie o czym mówię. To takie zrębowe (Bodaj... jakiś tu ekspert od gegry hyym? :D) bardzo wysokie skały. Obowiązkowa punkt turystyczny. Sporo na nich pobudowanych klasztorów widziałam, nawet już niekoniecznie funkconujących. Większość była prawosławna.



Też musiałam coś odwalić.
Nie dość, że paradowałam w tej huście do kolan, którą przemiła obsługa kazała mi założyć, a żeby było mi przyjemniej " dobrała" to do koloru mojej bluzki.
Byłam czarnożółtą tortillą zawinietą w nieudolnie przysmażony (spalony) naleśnik z bakłażowanymi i cytrynowymi  centkami. Do tego żólta czapka. Jak Kuba z Justyną mnie zobaczyli. O zgrozo.
Nie można tam było robić zdjęć kapłanom, widziałam też takie malowidła z chyba XVI wieku. Żałowałam trochę, że nie mogłam zabrać taty.
" -Luna, są z XVI wieku- z zamyślenia wyrwał mnie szept pana od fizyki. Odwzajemniłam uśmiech. Pani przewodnik paplała tam sobie w najlepsze. Niektorzy się nudzili. Zgubiłam gdzieś resztę ekipy. Wiedziałam, że mogłam sobie podotykać każdej ściany. To było wyjątkowe. Ale jeszcze piękniejsze było te uczucie, kiedy  nauczyciel z błyszczacymi oczami powiedział gdzieś tam cichaczem, nie wiem czy do mnie czy kogo:" jakie to niesamowite" . Jakiś chłopak raptem zapytał o jakiś element historii ktoregoś z malowideł. Nie wiem co było w tak intrygującego. Ale tak się zaczęłam szczerzyć. Przestać nie mogłam.
Lubię , gdy ludzie doceniają  i  interesują się  małymi rzeczami. Wtedy jest łatwiej. O niebo łatwiej. Cudowna nić porozumienia."
Poszłam ze znajomymi do sklepiku.
Po drodze słyszałam jak jakis mnich z długą, siwą brodą zaczepił kilka dzieciakow z naszej wycieczki, pytając czy jesteśmy z Włoch XD. Trochę przerażała mnie wizja ich zamkniętych na tej górze, bez żon,  bez życia. Dowiedziałam się, że wielu z nich wstępowało do klasztoru, ponieważ zwyczajnie nie wyszło im z niczym. Nie mowię tu, że te życie sakralne jest bez sensu. Było mi ich raczej chyba trochę szkoda.



Szukałam prezentu dla przyjaciółki i oczywiście nie mogłam się zdecydować, ktory krzyżyk wybrać.
" Miraaa , bo się spóźnimy - ciągle napominał mnie Kuba. Justyna już wyraźnie zaniepokojona. Nerwowo oglądałam każdy krzyżyk z osobna już już miałam płacić, ale raptem odkładałam na miejsce.  Kiedy znajomi zoriętowali się, że zostało nam tylko PIĘĆ minut (na pokonanie 177 schodów i dotarcie do autobusu), z lekka panikując, kupiłam pierwszy krzyżyk  nad jakim się zastanawiałam, kupiłam i sprintem, biegnąc przez cały klasztor oddaliśmy husty. Biegłam ile sił w nogach po tych zrąbanych schodach, czując się jak jakiś Indiana Jonas i ciągle tylko przepraszałam Kubę i Justynę przeplatając to z śnmiechem i lamentowaniem " co ja robię ze swoim życiem, co WY przeze mnie robicie ze swoim życiem". Turyści patrzyli się na nas jak na jakąś bandę niewychowanych nadpobudliwych dzieciaków, którzy najwidoczniej postanowili się bawić w berka. Śmiałam się też , musiało to przekomicznie wygładać haha ja tak nawijałam w tym biegu , jeżu. ENdorfina nam się wydzieliła w każdym razie.
Dotarliśmy na czas zmachani. Jak się okazało. Mieliśmy jeszcze 10 minut.
Mina Kuby, Justyny i Luny musiała być doprawdy nadwyraz szczęśliwa."