poniedziałek, 22 października 2018

Nie patrz tak na mnie, bo się wstydzę.

Nie patrz tak na mnie, bo się wstydzę.

Oh, twarze ludzi w autobusie. O, słodkie twarze... nie mające szansy na cień uśmiechu. Szyby za brudne na  zmęczone oczy, uszy wytarmoszone od słuchawek. Ukrywasz, tłumisz, a może po prostu jesteś.
<<Tak różnorodny szum łączy się w jeden klocek z  czystego hałasu, ale nie jest irytujący, pachnie obojętnością. Tkwimy przyczepieni do niebieskich krzesełek, imitując słupy soli. Widzę jedynie martwotę.>>
Też jestem ledwo przytomna, wiesz ? Nie mam pojęcia co czuję. Szukam od dwóch miesięcy magii. Ponoć ktoś ją schował gdzieś, daleko. W każdym z nas. Obserwuję społeczeństwo, nikt nie podchodzi mi pod wzór. Zapytasz, jakie są kryteria. Czucie. Reakcja na bodźce.
 Nadal siedzę i obserwuję, ogłuszona wspomnieniami i potem autobusu. Jak we mgle jest w tym pudełku. Żywię nadzieję na to, że może znajdzie się czarodziej, który to rozpozna. Nie chcę jednego, a bandę czarodziejów. Aby opanowano świat. To tylko myśli nierealne i zaklęte.

Obok mnie usiadł mężczyzna, który się uśmiechał. Pomarańczowa koszula w kolorowe łapki i wypłowiałe struksy. "Zamek" czytał, nie zagrzał miejsca długo. Przepuścił matkę z trójką dzieci i nadal się uśmiechał. Zasugerowałam, że może ja postoję, raczej był w wieku mojego taty. Kogoś mi przypominał, to fakt. Jedno dziecko rozbawiła bajka czytana. "Śmieję się za nas wszystkich, za cały świat, z każdego z nas, brawo!" skwitował zadowolony nieznajomy. Po czym uśmiechał się jeszcze, musiałam wysiadać.
Ale podłapałam gest i oddałam przyjacielowi.
Wydaję mi się, że zbzikowałam, tak nadinterpretując, jednak przytłacza mnie bezbarwność rzeczywistości. Odczuwam niewyobrażalny strach przed przesadą.
Musimy być odważni. Inaczej i ja, i ty, staniemy się zwiedłymi kwiatami ludzi z autobusu.
Robię zupełnie inaczej, ale taki pobyt w tym buszu absurdalnie mnie reanimuje.

Jeszcze raz przypomnę, że postradałam zmysły. Organizujemy w szkole teatr, na poważnie. Ja zmieniłam rozszerzenia, też na poważnie. Dla pobocza zmiany małe, ale czuję, że odeszłam od stabilności, którą chciałam mieć.  Inaczej, do której się przyzwyczaiłam. Nie pasuję do niej, powiedźmy sobie szczerze.
W sumie.
Siadaj, opowiem ci.
Zorganizowano wycieczkę na targi maturzystów do Warszawy, na tę politechnikę z pięknym dachem. Nie jestem maturzystką. Nie oczekiwałam niczego. Nie zamierzałam się niczego dowiadywać, lubię jedynie zmieniać  położenie. Odeseparowywać się w nowym miejscu raczej.
  Tak naprawdę to moje wnioski pokrywa srebrzysta mgła, wybacz, więc ton moich 'gestów'. Uczyniłam się zamgloną.
  Z odrętwienia dotykiem wyrwał mnie gwar ludzi, propozycje rozmaitych działów architektury, ciągłe wtykanie ulotek w łapy. Podeszłam, zapytałam o ASP pani za biurkiem. Zdaje się, że widziałam współczucie. Jula, prędzej to było zakłopotanie, złe stoisko, budynek ewentualnie. Ofermo. Wyszłam na dwór z paczką, ale czułam, że tylko mogę ich zranić swoim otępieniem. Poprosiłam o izolatkę, poszłam przed siebie. W pewnym momencie niekontrolowanie rozpoczęłam bieg. Uciekałam w politechnikę. Usiadłam w jednym z jej kątów, zgrabnie omijając biednych od ulotek. Miałam już każdą. Schowałam łzy.  I zaczęłam dalej pisać  scenariusz, nastukałam długie wiadomości z pustą filozofią. Od czasu do czasu czynności przerwywałam martwym spojrzeniem rzucanym na ścianę. Nabrał mnie jakiś Turek, udając niesłyszącego i tak oto pozbyłam się złoty dwadzieścia.
"nie wiem gdzie mam iść“ dobiegł mnie głos. Wzrokiem zaczęłam szukać adresata.
Ładna, drobna dziewczyna szła wolnym krokiem obok blondyna w bordowej koszulce, chłopak uśmiechnął się i na to:
"Możesz iść na matmę, jasne. Zależy co ty chcesz..  Rozumiesz? “
Kąciki ust błyskawicznie poszybowały mi do góry, słowa wybrzmiały wyrozumiałością. Spuściłam głowę i dopisałam do szeregu referatów:
" Co, jeśli wśród ludzi będę miała  ten śmieszny kryptonim Artysty Udupiarzasie? Neurotyczki Napaleńca, mówiącego o magii i pięknie świata,  jak jakiś romantyk przy agoni tylko? Zabiło mnie chyba to, że okey może coś dotrze do tych artystycznych ludzi, ale ty nadal będziesz skaczącą, małą dziewczynką, nie przekażesz ciepła uczuć , bezpieczeństwa ani nie złapiesz wiązki."
***
" Kochanie, ja się z tobą absolutnie zgadzam. Miałam wrażenie, że się męczysz, ty nie masz myślenia typowo ścisłego, jak i mój Mateusz. Wy oboje to dusze artystyczne, sama nie wiem dlaczego mój się męczy. " zaczęła moja wychowawczyni. Na ostatnim rozszerzeniu z matematyki na jakim byłam zapytała całą grupę co o mnie sadzi i kim jestem. Poczułam się zdemaskowana.
Tego dnia osóbka z  mojego matfiz-u określiła mnie wolną duszą humanistyczną.
Na dniach znalazłam się u dyrektora i otrzymałam informację" bez sensu jest robić o niepodległości w październiku. Macie, więc cały dodatkowy miesiąc na próby, Misie". Informacja wżerała się w moje serce powoli. Po czym wybiegłam do Frodo, krzycząc:
"Mamy czas, mamy czas! “. Był to,  również dzień  wydrukowania gotowego zarysu, można powiedzieć 'wersji ostatecznej', jeśli mówić o zamyśle fabuły. Gdy przerwa się skończyła po schodach zbiegł tępem sprintera Mateusz. Syn tejnauczycielki. Mówmy na niego Jackson. Rano przed matmą rzuciłam w niego scenariuszem z jego rolą.
"jesteś genialna... " zaczął, machając mi toną papieru  przed nosem z niepohamowaną energią. Z Frodo dopisywaliśmy wiadomość do absolwenta naszego liceum, którego polecił dyrektor do doradzctwa. W tym momencie klikałam 'wyślij'
"- sama ty to?!
-nieeee, ja nic nie mówiłam"
Mateusz wyszczerzył się szeroko, rzucił  swoim scenariuszem o stół.
" Ty TO napisałaś? Zajebiste... JA tu jestem zajebisty" po czym zaczał deklarowć z ekspresją wybrane wersy.
I mnie z radości zamurowało.
***
Nie wiem, ile razy wchodziłam i wychodziłam z sekretariatu. Zdecydowanie  przekroczyłam limit. Wychodząc raz nr. 134,5 w wejściu natknęłam się na dyrektora. Z kamiennym wyrazem twarzy bez emocji rzekł do mnie ;"przeczytałem". Na nastepnej przerwie zaszłam z jedna z aktorek do gabinetu. Bałam się tej powagi, jak diabli. Obie się bałyśmy. Usiadł naprzeciwko nas i nie zmieniając tonu, wziął scenariusz do ręki. I raptem tak  powiedział, że bardzo mu się podoba, a w szczególności koniec. Mimika kontrastowała mi z jego słowami przez cały ten czas, więc dopiero po chwili poczułam ulgę. Na wyjście dyrektor przeprosił za chłod, jaki moglyśmy odczuć, ale zmęczenie i nawał spraw go z nich wyprało tego dnia. . Miałam wpleść więcej infromacji między dialogi, nie było  żadnego problemu. Słuszna uwaga.
***

 Siedziałam w bibliotece, Frodo chyba
'odkurzał' ksiażki tak, przeglądając każdą kolejno. Pracowałam nad poprawkami. Pani bibliotekarka kilka dni wcześniej ze mną i z Julią odbyła długą rozmowę na temat tego co tak naprawdę chcemy, o samej idei. Kobieta ta uczy w gimnazjum, od lat prowadzi kółko teatralne w budynku obok. Wiecznie mylę jej nazwisko. Wtedy wszedł pan woźny. Chyba wspominałam, że jest fantastycznym malarzem. Wskazał na mnie reką z małymi  śrubokrętami, jakby oskarżał.
- To ta co chce zakorzenić iskierkę w tej durnej młodzieży. Dokonać niemożliwego.
Pokwitował to uśmiechem podobnym do tego mojego dziadka, kiedy cieszy się, gdy przyjdę.
 Nie spodziewałam się, że tak trafi słowami, przejrzy.
Pani bibliotekarka na to " tutaj siedzi właściwa osoba na właściwym miejscu".

 Przypominając, sobie te momenty czuję się jakbym wchodziła do książki, koloryzowała ją znacznie, tak prymitywnie. Gubiąc się, wsród stosu kartek. Bez wzoru. Jednak. Ja tak widzę te sytuacje, właśnie tak.
Kurcze, ja nie wiem. A sama uciekam. Nie zdaję sobie sprawy z moich poczynań i jedynie się boję, robię instynktownie. Jednak'Oktaryna'powoduję, że na chwilę mogę zapomnieć o tym strachu przed niewystarczalnością, o brakach, pomieszaniu. Odbieram sygnały, że nie tylko ja ją tak traktuję, a nie chcę myśleć o sobie wygórowanie czy brzmieć jak chwalcycybał.
 Owe słowa mnie pokrzepiły.

 Jakby ktoś zapytał mnie czym jest sztuka, powiedziałabym pierwsze co: Azyl.
 Czy tak powinno być?
Zwariowałam, co nie?
 No.
Wdech, wydech.





poniedziałek, 9 lipca 2018

Historie mojej pamięci.

Pragnę nauczyć się systematyczności, której kiedyś byłam mistrzem, gubiąc się jednocześnie pośród czeluści punktualności. Wyżerało chęci do życia. Wyżerało. 

Aktualnie stukam w klawiaturę między zaspanymi oczyma, a ponurym światem obitym deszczową aurą. Lizzy, oczywiście. Masz rację,  jest mnie tutaj za mało. Tęsknię do was, serio mówię. 

<<Właśnie w tym momencie złożyłam obietnicę. Będę trzymać się tego co tworzę i z tymi substratami, które się do tego przyczyniają. W przeciwnym razie, będę tylko smutnym króliczkiem, jak w tej Krainie Czarów, biegającym. Tylko, że z zepsutym, nadal bijącym sumienie zegarkiem. 
Po co tak. Otulę się pasjami i będę szczęśliwa. 
Ale powaga, to oczyszcza. Nikt cię nie skrzywdzi.  Taki. Wiesz. Twój ciepły kożuch.>>

Zastanawia mnie czy to jakaś ogromna potrzeba perfekcji trzyma mnie nadal w klatce i zabija refleksje. Wymiguję się sama przed sobą. Nieodpowiedni czas. Jakoś niete te myśli moje. Zamiast. Usiąść. Zapisać.

Jak mam być szczera, boję się wiadomości wysyłanych w pustą przestrzeń.


Szliśmy powoli.
 Ja szłam powoli, kogo oszukuję. Musiałam stanąć na niewłaściwym kamieniu, zakopać ścięgno w nietakim piasku, oddychać zanieczyszczonym powietrzem, co odczuła mocno moja kostka. Kulałam przez kilka dni bez konkretnego powodu. 

Zadzwonił jego ojciec, przystanął nagle mamrocząc coś pod nosem. Ja, idąca do tej pory  lekko w tyle, miałam niepowtarzalną okazję by wyrównać  krok. Dostrzegłam dziwnego typu grymas na twarzy, gdy powoli, z wyraźną bezsilnością, odłożył telefon od ucha." Wiesz... Wyczuwam spisek... Powiedział, że siostra źle się czuje i w pizzerii jest jedno wolne, zarezerwowane miejsce".
Mogłam iść z nim i być pierwszą osobą, która pozna jego zdziwaczałą ponoć rodzinę albo poczłapać do galerii. I nie czułam nic. Żadnej emocji. Tatę trochę poznałam dzień wcześniej, a raczej miałam z nim styczność. Przez przypadek zupełny, bo uciekł mi autobus; z tą cholerną nogą nie byłam w stanie dojść szczególnie daleko i dodatkowo się ściemniało. Artysta musiał poprosić o podwózkę z czym oboje nie czuliśmy się najlepiej. Interpretuję to jako akt przymusowego poświecenia z uśmiechem na ustach.

"  To wygłodniałe wilki, wiesz? Nie chcę cię przestraszyć, ale tak....Nie poznali do tej pory nikogo, bo i po co."
Staliśmy naprzeciwko siebie, zdezoriętowanie upiększało obie faciaty:
-To... - zaczęłam. 
-Niech to będzie twoja decyzja, Amelie. Chcesz zjeść ze mną czy sobie porysować? 
- Artysta... jest mi obojętnie, doprawdy- odpowiedziałam, licząc na to, że to wystarczy. Nie chcę sądzić o losie drugiego. Ze mną się może dziać Bóg wie co. 
-  Mi też niby, ale jednak...-uciął i spuścił wzrok w ziemie na ułamek sekundy. Nie wiem, może biedronkę dostrzegł. 

Nie mogliśmy się dogadać zupełnie, a ja wiedziałam, że do Pomorskiej ma jeszcze kilka minut drogi i muszę szybko zdecydować co robię sama ze sobą wpierw. Bo ten się spóźni. I no przecież stanie i patrzenie się, gwarantując sobie wzajemnie " mi to obojętnie, nie wiem" nic nie wniesie.
Byłam pewna, że gdy pójdę będzie mieć więcej pytań, niż do tej pory. Bo kim jest ta przyjaciółka, która pojawiła się z nikąd pod schodami z obwiązaną kostką z podkrążonymi oczami i dziwnym ryjem xd. 

I wtedy, chyba wiesz, przemieniliśmy się w postaci z hiszpańskiej, jakże absurdalnej telenoweli. Ten zabawny człowieczek odkręcił się teatralnie na pięcie. I ruszył do przodu krokiem jednostajnym. Stałam przez chwilę, jak wryta. 
<<LUNA KOBIETĄ NIEZALEŻNĄ.>> 
 Uzmysłowiłąm sobie, że przecież jestem  w obcym mieście. "Mejdej Luna, mejdej, nie wiesz, jak iść" Zapaliła się czerwona lampaja. To sru! Zaczęłam kuśtać za typem. Odkręcił się i obdarowawszy uśmiechem, rzekł: "idziesz, więc ze mna?". Słowa te były dla mnie niczym sygnał do rozpoczęcia strajku. Zatrzymał się i probując zachować poważna minę, się przyglądał. 
" Skąd" odparłam, patrząc się w pełni szczerze w te chore oczy. 
 Totalnie nie wiedziałam co chcę. Głupio. Wiedziałam, że w obu wypadkach będzie głupio. 
Wybierz mniejsze zło, jak nie znasz jego rodziców. Co to ma być, za jakieś wolne miejsca. I tak mi krążyło po głowie, jak to będzie wyglądać, jeśli tak pójdę. Będzie czuć się niezręcznie. Jakoś tak.  Ruszył ponownie przed siebie. Ludzie obok chodnika zaczęli się na nas patrzeć, bo ile można się cofać.
 Oboje nie mogliśmy powstrzymać uśmiechu. Albo tak mi się wydawało jedynie.
-Czemu za mną idziesz ?
- Nie wiem, jak iść do tej cholernej galerii, debilu- oznajmiłam nadal, idąc za nim.
 Między ogólnym rozbawieniem i obustronną niewiedzą przyśpieszył kroku na ułamek sekundy. Pełen wyraz ignorancji. Tymrazem ja zaczęłam  teatralnie:
 - Ty chamie! Jak śmiesz niewiastę zostawiać" 
Na to ten zza pleców :" prosto na lewo i lalal" . Ta informacja już mnie dobiła. Zatrzymaliśmy się znowu, stanęliśmy twarzą w  twarz, ale nie z problemem, wzięliśmy dwa duże wdechy i rozpoczęła się karuzela śmiechu. 
Osoby, nie mające co innego robić ze swoim życiem, przyglądały się nadal całej sytuacji.
Zdolna jestem uwierzyć, iż musiało wyglądać to komicznie, gdy nagle zaczęliśmy wrzeszczeć na siebie jakbyśmy się zmówili:
-Mi zależy na tym, jak ty się będziesz czuła...zuł.... agrrr" i tak z trzy razy, próbując się wyprzedzić. Ostatecznie wzięłam ostatni już głęboki oddech i postanowiłam : "Okey... idę do galerii .... prosto, smacznego i do potem" 
I juz nasze miny nie mowiły niczego. Ja próbowałam się nie szczerzyć, idąc przed siebie. Zapytał w wiadomości krótko po tym, czy jestem zadowolona ze swojej decyzji. Zadzwoniłam, bo myślałam, że ten głupek się zgubił na własnej ulicy, bo coś tam zaczął smęcić. Tylko śmiech.
Ja nie wiem co pan ten teges...

Wiedziałam, że mogę iść gdzie chcę. Czułam wolność, zakłopotanie, rozbawienie. Zeszłam w głąb tunelu i usłyszałam brzdękanie gitary. W Gdyni jest więcej muzykantów przy dworcu, niż w Warszawie chyba.  Wyglądał koleś, jak ten z tych wszystkich bajek. Grajek z bajek. Wył sobie, emocje na twarzy. Nikt nie mógł zrozumieć o czym śpiewa. Ale spodobała mi się melodia. Przeszłam obok niego. Już miałam wchodzić na górę. Ale się zawróciłam. Bo co ja mam lepszego do roboty, jak się nie zawracać? Podeszłam do niego. Początkowo mnie nie zauważył. Pochyliłam się lekko i zapytałam  co to za piosenka, bo brzmi bardzo ładnie. Uśmiechnął się i odparł, że to jakieś jego brzdękanie. Usiadłam obok i nie mając nic do stracenia, zaczęłam z nim rozmowę. Powiedział mi, między szukaniem akordów, że rzucił studia z naprawy fortepianu. Stanowczo stwierdził: "Nie opłaca się iść na muzyczne. Zabijają kreatywność." Ja na to, że doceniam emocje, które wkłada w śpiew, chociaż jego głos może nie był specjalnie wyjątkowy i melodyjny na co sam zwrócił uwagę. Po dłuższej chwili stwierdziłam, że skoro i tak mam całe dwie godziny, przewertuję jego proporcje i poćwiczę szybkie szkice w ruchu.
Nie było to, jak to w tych filmach.
Zgodnie stwierdziliśmy, że wyszedł, jak zoombie. 

7 minut mojej cieżkiej pracy.


Łukasz, 21 lat. Zgadłam. Niepodobny.
Wyjątkowe są dla mnie wyjęte z buta rozmowy. Okazało się, że w liceum miał swój zespół i jest często modelem na ASP.
Gdy wracając, opowiedziałam przez telefon ( jednocześnie, czekając na tego  ów obywatela) Artyście o całym wydarzeniu. Ten stwierdził, że ewidentnie życie nie pozwala mi się  nie wybrać  na ASP.
Też nie czuję architektury, którą tak planowałam od dzieciaka, ale się lękam. No lękam. Tego, że zawali się moja kolorowa wizja świata. O to tak <<pstryk>>,  tak łatwo. 
Nie przepadamy za barwami tęczy.
Mieliśmy spotkać tego grajka na darmowym koncercie blusa, na który przyjaciel mnie zabrał.
Uważał, że chyba jednak to było niemo postawione od jego rodziny miejsce dla mnie i źle mnie potraktował. A ja nie rozumiałam powodów tych przeprosin, niczym mnie nie zranił. Rozumiałam to.
Życie dziwaczne. Ja tez jestem dzika gęś. Mi wystarczy, wiesz? Niepruderyjne, czyste spędzenie czasu. Spontaniczność bez potoku słów.
Nie chciałam być kolejną osobą, która tworzy mu przymusowe niekomfortowości.
Powiedź mi po co cała sterta zobowiązań, tworzonych przez ochłapy rzeczywistości?

Podszedł ten grajek w najmniej oczekiwanym momencie. Artysta zaczął o gitarach i slidach z czego pomimo drobnych chęci niewiele słów "po polsku" wyłapałam.  Okazał się tym muzykantem, którego często widział z harmonijką przy stacji  i to o nim tak mi opowiadał nieraz.
(...)
Elektryk Huskiego miał zapach brzoskwiniowy. Nie mogłam nie poczuć, choć raz, mimo że starałam się nie wąchać tego jakoś. Grunt, że ten typ papierosów jest doprawdy znośny. Rozłożył się na krześle, między nami i montowaliśmy film z projektu. Opowiem kiedy indziej. Trzymał myszkę na moim kolanie, cudowna podstawka yeah, lekko ocierając o moje udo, całą dalszą częścią ręki. Nie lubię takich gestów. Nie regowałam. "Nie to nie jest pretekst by pomiziać cię po nodze, skądże, Luna. ". Mniejsza, to tylko Huskowy żart. Jeśli mam styczność z takim zachowaniem, czuję się niczym te dziewoje wszystkie, ktore zarzucają każdemu meżczyźnie, iż obrzucił je lawiną swojego wzroku.  Zatrąbił właśnie na NIE i w tłumie dostrzegł ICH tyłek. "Spuść, Boże bombę na tę trąbę ":D. To wcale nie tak, że włączyły się niepoprawnie do ruchu i patrzył na ulicę za nami...
Przez ten rok szkolny odkąd zauważyłam gościa, miałam możliwość go poznania od jakiejś strony. Kłóciła mi się ta cała lista używek, imprez, szczerych przypałowych historii (które opowiadał każdemu i to w taki bezpośredni, i pełen dystansu sposób, że jestem pewna, że nie kłamał ani przy jednej) z chłopakiem bardzo pomocnym i wyrozumiałym. Zapytałam bezpośrednio (skoro i on  zapytał o bloga) czy to forma ucieczki czy też zabawa. Odrzekł, że dla fanu i nie jest takim grzecznym teleinformatykiem, jak mi się wydaję. A nigdy mi się nie wydawało. Jego żarty bywają  dość sprośne. Ale u niego jestem w stanie do zaakceptować. Wiem, że jest dobrym człowiekiem.
Najbardziej rozśmieszyły mnie dwie sytuacje, gdy ja  taka niewyspana, czekałam w siedzibie gazetki szkolnej na ekipę. Wszedł, a właściwie się przyczołgał. Odrazu rzucił, że jest na kacu i  przeprasza. Uściskał mnie niemo.  Ekipa zdechłych kotletów przedstawia. 

Wypełnił formularz o wypłatę. Kelnerka. Ku ostateczności literowalam mu, że tak "ów"się piszę tak, jak napisałam teraz.
Zmęczony Husky na kacu to najlepszy widok pod słońcem normalnie.
Kryczał na dzieciaki na korytarzu niczym wykwalifikowany woźny, używając najsoczyściejszych wyzwisk i popijajac je co raz sokiem pomarańczowym.  Ta Mina, prosze państwa! Gotowa zabić Hitlera przy pełnej ochronie bez przygotowania, broni i testamentu. Gdy już się wykrzyczał, siadał zawsze obok mnie i z miną łagodnego baranka pytał, jakby sekundę wcześniej to nie on przemienił się w starucha w stroju mechanika :" Czekaj, to co mam zrobić? Jeszcze raz, poproszę; już dla was działam..."
 

Urzekło mnie to, że pomagali nam obcy ludzie praktycznie  albo moi znajomi, którzy nic z tego nie mieli. Klasa nas zostawiła, czego można się było spodziewać. Czuję dumę. 
Doceniam, że znalazł się ktoś kto chciał zostać. Wyciągnąć rękę, przynieść bluzę. Zadzwonić  z pytaniem czemu wyglądam, jakby mnie z krzyża ściągnęli.
Pamiętam, jak Pisarka, szepnęła mi cicho, pakując Huskiego kamerę w torbę: 
" Wiesz, ja też  nie zamierzałam brać udziału i miałabym na to wyjebane, ale nie chciałam byś została z tym sama" 
Szłyśmy wtedy ulicą. Zawiedzione i przemoknięte do skrawków serca i suchej nitki. Z niczym tak naprawdę. I bojąc się o dojazd.
Jedna łezka poleciała  mi  po policzku.
 A w myślach odtworzyły mi się słowa kobiety z wywiadu, który przeprowadzaliśmy do projektu:
"I nigdy  nie zrobi człowiek krzywdy drugiemu człowiekowi, jeśli ma w sobie odrobinę... miłości"

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Mów do siebie, mów do mnie. Nie obawiaj się.

Kiedy usiądę na ławcę w parku i mam czas na obserwacje ludzi, dostrzegam zazwyczaj dzieci, które skaczą po schodach powojennego pomnika. Chciałabym zapytać w jaką grę grają i czy czują się szczęśliwe. Zobaczyć ich uśmiech i wywołać swój prywatny. Ale tego nie robię. Lewituję dalej. Poprawiam słuchawkę i idę. Tej drugiej pozwalam swobodnie tańczyć na wietrze, by jeszcze zupełnie nie stracić kontaktu ze światem zewnętrznym. Zmierzam sobie. Z dala od nich. Okey, zdarzy się, że nie wytrzymam i się wyszczerzę szeroko, ale wtedy jestem miła tylko dla drzewa. Niestety.

 "Nie chcę dla nikogo być miejscem straty czasu. Nie mogę się narzucać" zawsze bolały mnie te słowa, zważywszy na to, że zakładały, iż dla kogoś mogłabym być czymś niewłaściwym i niepotrzebnym. Poniekąd w to wierzyłam. 
Cholera, wierzyłam w to. Jakie poniekąd. 
Poczułam  dumę,  gdy otworzyłam pamiętnik, w którym było tylko kilka stron, tego uczucia się najmniej spodziewałam. 
Z tamtego roku. Trzy wpisy w innym czasie. W jednym byłam załamana i  to bardzo.  Jakby odejście Ktośka, którego znałam tak krótko było końcem świata, a jednocześnie czułam się źle z myślą, że mam sobie jakieś gówno w swojej biografii, nic nie rozumiem i popełniam takie błędy, że można byłoby książkę napisać. Wiem, że mało o tym wiesz. Kiedyś opowiem. Po prostu mi wstyd. 

W kolejnym "lepiej": pogrzeb. Możliwe, że o tym nawet pisałam tutaj. Blog zastąpił mi po części te dzienniki. Uświadomiło mi to więcej dobrego, niż myślałam. Śmierć dotyka każdego, bo to jest śmierć. Obojętnie  jest czy znałeś nieboszczyka. I nie ma sensu rozważać czy ktoś by, chociaż raz po Tobie zapłakał, bo jasne, że tak. Nawet przez wpływ otoczenia. W ostatnim było widać moje „zejście z krawędzi”, powoli się układałam, uspokajałam i się z tego nawet tam cieszyłam. Dostrzegałam lepsze samopoczucie. 

I teraz, jestem tutaj. 
 Nie wiem co zaważyło na tym, że przestałam go wypełniać. Gromadziłam tego typu zeszyty od 2011 roku, bodajże. Tona bzdur, ale radowało mnie, że są. Kiedyś się przydadzą, chcę traktować to jako dobrą pamiątkę.  W życiu chodzi o to (haha uwielbiamy wplatać to idiotyczne zdanie), jak podejdziemy do tych  mniej kłopotliwych czy cudownych spraw, dram, życiowych od siedmiu boleści...
  Wielokrotnie ktoś ode mnie odchodził, nadal zdarza się zniknięcie, coś zawsze jest i się zdisapearuje. Rzadko boli mniej. Bo nikt nie lubi czuć się odrzucony, i samotny, a z tym się głównie wiążę takie znikaństwo. Ja szybko się przywiązuję. Ale teraz już wiem, że to minie, nastąpi inny etap, minie i tak w kółko. Z utratą, jeśli to koniecznie jestem w stanie się pogodzić, będzie kolejna osoba. Byle by od tego " uciekiniera" zatrzymać to co najlepsze. Zawsze będzie smutno. Mi zależy na ludziach bardzo, na tych obcych, bo taki jest mój prywatny świat. Mam jakieś moje miejsce i potrzebuję w nim ciepła. Kto nie potrzebuje? Te procesy są normalne.
 Więc i moje bóle, i głupoty nie czynią mnie nienormalną, jestem normalna w tym jaka jestem. A świrnięta to no...od dzieciaka. BYWA.
Czuję ulgę, że doszłam do takich wniosków.
  Pisałam przed chwilą o tym nieodzywaniu się. Powrócę do tematu by to było może, chociaż raz mniej chaotyczne co tu gdakam, heh.  Ludzie boją się odezwać by nie skończyło się odejściem w ostateczności by to, by tamto, bo nie wypada. Milion powodów by powstrzymywać instynkt. Ja mam jeszcze taka dzikość w sobie,  odważam się podejść niby, porozmawiać. Z dnia na dzień jestem inna osobą i mam szanse naprawiać własne błędy z przeszłości przez decyzje, które podejmuję teraz. Przynajmniej chcę w to wierzyć, że mam. To jak ze sprawdzianem. Nie poszedł ci. No okey. Ale go popraw. Liczy się to co teraz. Więc może czasem wbrew normą warto się odezwać by się czegoś nauczyć? Może boleć, ale przy odpowiednim podejściu to będzie tylko, jak nauka jazdy na rowerze. Wywalisz się tysiąc razy, ale ostatecznie na twojej twarzy pojawi się uśmiech. Może inaczej. Powinnien się pojawić. 
Hej, wychodźmy ze swojej strefy komfortu! Czy ja właśnie namawiam Ciebie i siebie samą do masochismu?! 
Wykrzyknikiiiii, yeaaaaah!

Chciałabym tu spisać nieistotna historię:
 " Delikatne poruszanie wywarło mnie z zamyślenia, patrzyłam się chyba na okno przez  15 minut zupełnie nie myśląc o tym oknie. Cóż za ignorancja. Dziękuję mała dziewczynko. Słuchałam Kurta Cobaina. Pennyroyal Tea, To chyba naprawdę ta ulubiona. Jechałam samochodem na wolontariat z rodzina Kapturka i jej najmłodszą siostra i ta, postanowiła się zatroszczyć o te samochodowe okno.  Zapytała krótko po tym, jak się odwróciłam i uśmiechnęłam czy może posłuchać mojej piosenki.  Trochę mnie zamurowało. Poczułam się niezręcznie. Bo, jak ja mam dziecku Kurta puszczać. Depresyjne melodie, jak ono woli Despacito. Ale dałam słuchawkę,  zakłopotana, jak zakłopotana i słuchałyśmy w ciszy dalej. Ciągle nam spadały z uszu, jak się jechało przez wąwozy to nic dziwnego(poza tym są badziewne), reagowałyśmy śmiechem.  Poprosiła o nastepną co spotkało się z kolejną falą dezorientacji z mojej strony. Ostatecznie włączyłam Mama Said. Dziewczynka ponownie z uśmiechem oznajmiła, że chcę słuchać dalej. Nie wiem dlaczego byłam tak przestraszona. Niczym wiewiór z epoki lodowcowej "



niedziela, 8 kwietnia 2018

Szaleńcy. Śmierć.

Któregoś dnia na moją paczkę został zesłany przydomek: "Ekipa ze Stranger Things". Przyjęliśmy go z pokorą i uśmiechem na twarzy. Fajnie jest być takimi dziwakami. Polecam, polecam!

Nadal się szczerzę.



Bodajże w poniedziałek, gdy dzień sam przyciął sobie skrzydła, usiadłam obok wejścia do lustrzanki i zaczęłam dokładniej przyglądać się tym słowom. Kilka godzin później, rozpoczął  się pierwszy etap erozji wewnętrznej. Wiesz, jak to jest, gdy coś w sobie tłamsisz. No za chiny, nie wytłamsisz do końca. Istnieję duże prawdopodobieństwo. I tak było z nami.
 Usiadliśmy w kółku i kolejno odklejaliśmy bandaże. Każdy prostował swoje myśli. A rana była ta sama, baliśmy się o jednego Naszego Człowieka. Chińczyka, który jest Polakiem xd. Świetne zdania ja tu układam :P Znam go z gimnazjum. Sam siebie nazywa tęcza, co i słuszne. Mały, głupawkowaty (to słowo wzięło się od głupawek, przysięgam!) prymus xd.  Mówiący zawsze co myśli, pochłaniający litry gorącej czekolady z automatu.
Obija się o wnętrzności zachowanie pochodzące pod mocny przejaw egoizmu, gdy ktoś ignoruje, zwyczajnie tak często ignoruje, to co nie dotyczy jego interesów. A nikt nie przywiązuję się do ludzi, którzy nie słuchają. Baliśmy się, że zostanie sam. Nie jego wina, że  rodzina na pewnej płaszczyźnie delikatnie postradała zmysły. Bo jak można kogoś pytać WOSu po północy. Mama chce zobaczyć czy chłopczyk w liceum się uczy. Szlaban za zgłoszenie nieprzygotowania. Hej, co tu się wyrabia? Nie powinnam chyba tego mówić, tak bezpośrednio, choć Chińczyk się z tym nie ukrywa. Tak mi go szkoda, a jednocześnie bywa, że puszczają mi nerwy od środka. Ludzka natura jest taka okrutna. Nie chcę  należeć do ludzkiej natury.

Siedzieliśmy na przeciwko siebie, lekko unosząc głosy od czasu do czasu. Idąc na obiad, czasem też ton został podniesiony.
"Mówmy mu po trochu, może usłyszy. Ale nie możemy tak tego zostawić, nie zmienimy człowieka i dobrze, ale byle by przestał nieumyślnie pluć jadem i szkodzić sam sobie."
Za to ich lubię, zwykli, "prości". Trochę szaleństwa przemycili pod kopułą to fakt, ale oszaleli na korzyść. Swój przyciąga swego, nie spodziewałabym się.

Sekretarkę poznałam dopiero w klasie, nie miałam do kogo usiąść na matmie. Zostało miejsce obok niej. Cicha, przejmująca się najmniejszą drobnostką. Kiedyś rysująca, dziwnym trafem myślami przypominająca moją mamę z dzieciństwa. Buraczek Pesimo. Nie potrzebuję wiele do życia, ale jest do cna prawdziwa. Odbiega od tych wszystkich ideałów szkolnej piękności. Według mnie  i tak  jest śliczna, ogólnie.  Naturalna przede wszystkim. Pamiętam miny dziewczyn, swoją drogą niezbyt warte wspominek i jakby wyważone, opatulone bulwersem, gdy delikatnie w pasie objął ją  ludzik z jej dawnej szkoły, który chodzi do technikum obok. Jest niższy od niej i ma rude włosy, ale wygląda, jak jakiś Ed Sheeren. Uśmiechnął się i delikatnie pocałował ją w policzek. I co było piękne... se poszedł. Chłopcy, jak ja was uwielbiam :P Ona odpowiedziała na to niczym jakaś niezależna kobieta XD: "Ej, Dominik no, ja tu rozmawiam". Boże, kocham jej reakcje :P Zdarzyło się, że czekałyśmy razem na poprawę z chemii to,  wtedy zapytałam lakonicznie, gdy była sposobność :"Wy...?". Nie umiem opisać jej reakcji.
" Niby, coś. Ja tam się nie znam. W tym wieku i tak to się rozpadnie."
I zeszło na gimnazjum, fałszywość ludzi.
"Nie miałam nikogo, widziałam wszędzie tylko te zryte podśmiechujki".
No żesz, nikt nie wspomina gimnazjum najlepiej.
Czas przemilczeń,  gdy młodym ostrzy się mózg, a debile debileją dalej.
Dyrektor  się zatrzymał raptem. Przyglądał się nam przed dłuższy czas. Widziałam kątem oka.
" Przepraszam, że tak się dziwnie wam przyglądam dziewczynki, ale to wyjątkowe, że dwie osoby siedzą i rozmawiają, a  telefony są obok"
Kudłaty został uraczony moim nazwiskiem nie wiem jakim cudem, ale to fakt. Mieszka dużo dalej, więc być może jakąś średniowieczna rodzina.  Nie wiem, razem nasze geny polowały na mamuty? A moja prapraprapra.... babcia  z jego prapraprapra...  dziadkiem  przyrządzała ubrania z ich skóry?
Yghym... #moja wyobrażnia.
W każdym razie, zaczęliśmy rozmawiać, po tym jak znalazłam mu telefon  w klasie i podeszłam do tego długowłosego pacana by oddać znalezisko. Szybko poznał resztę, do tej pory stał na uboczu. Okazał się podobny do mojego przyjaciela Filozofa. Omówiliśmy już chyba wszelkie kontrowersyjne tematy od podstaw. To jest piękne. Znaleźć  tych, którzy lubią myśleć bez sensu. Zdarza się, że prosi o adres do bloga, ale nie, nie!  Nie.... dam was mu NA POŻARCIE. Jeszcze filtrować zacznie, już ja go znam :D Nie rozumiem tylko irytacji klasy wobec niego. Zachowuje się powiedziałabym... okrutnie. Jak banda hien.  Docinki, śmiechy. Na to Kudłaty  reaguje uśmiechem, ale nie wiem czy to dlatego, że się nie przejmuje, czy nie widzi pewnych jasnych komunikatów.

Frodo poznałeś w poście: "Rozmowy o miłości i potrzebach ludzkich"
Dodam do tego tylko, że  to w ciągu  ostatnich dwóch tygodniu zauważyłam jaki ma wyjątkowy stopień wrażliwości.  Może to przez te artystyczne oko, bo ja wiem. Ale wydaję  mi się, że bywają sytuacje, gdy nie muszę mówić  za wiele, a on to czai. Telepation ladies and gentleman xd Nie no.. powaga! Bardzo troszczy się o przyjaciół . Była pewna spina w klasie, bo jesteśmy ludźmi. Wypisałam się z  takiej  grupy matematycznej, ponieważ źle potraktowano Kudłatego i generalnie nie rozumiałam tej całej szopki. Napisał do ludzia odpowiedzialnego za całą sytuacje, co spowodowało, iż ten specyficzny, chamski trochę  człowiek obdarował mnie pełna miłością z pytaniem czy mnie nie przyjać znowu i że przeprasza, bo nic do mnie nie ma. Ja nie wiem co za dyplomata z tego Frodo, ale nawet ten " nieludz" przyznał, że mam dobrego przyjaciela. Nie pomylił się. Cenie go za podejście: "  miejmy wyrąbane po całości, dobra kobieto".
Ostatnio też byliśmy na wycieczce do Wrocławia, siedział  ze mną w drodze powrotnej. Miło mi się zrobiło, gdy powiedział:“ Luna, podszedłem do Ciebie głownie dlatego, że jako jedyna osoba wykazywałaś od początku, że nie masz mnie w dupie". On ma tez taka odwagę w sobie. wbił ze słowami do grajka na starówce, gdy mi było osobiście wstyd.  Do osób ze wspólnym zainteresowaniem trudniej mi zacząć rozmowę.  Ostatecznie podreptałam do niego. Ale to Frodo reprezentował  tutaj zachowanie wojownika xd.

Weronikę (pseudonim Pisarka) kojarzyłam z widzenia, była przez miesiąc w moim gimnazjum. Tyle, że się  przeprowadziła do innego miasta i lipton. Zaczęłam z nią  bardziej rozmawiać, gdy czekałam  na przyjazd mamy. Została ze mną i zeszło na samoakceptację. Kiedy mogę odejść  od szkolnych spraw przy konwersacji z drugim, to tak bardziej się  ufa jakoś (?).   I zdarza się , że kontynuujemy i tworzymy tradycje, gdy któraś z nas musi poczekać na poprawę  czy zajęcia  dodatkowe. Wiele mogę  się  o niej dowiedzieć.   Ma zaradność w sobie, ogromną zaradność, zważywszy na to, że nie ma matki, a tata od lat ma problemy zdrowotne. Jest tak samo zbzikowana  i planuje jechać  w świat. Dobry obserwator. Na polskim siedzę z kobieciną i zawsze tworzymy własne interpretacje wierszy. A została "pisarka", bo od lat piszę. Gdy  mamy prace pisemne( rozprawki pozdrawiają) jej ołówek odbywa całodwugodzinny maraton.

Był  taki dzień , niczym rodem z filmów . Buraczek przejęła  się  klasówką z matematyki i siedziała  przymulona. Uśmiechnęłam  się do niej. Oddasała się , mówiąc  nasze słynne motto : "Wszyscy mamy źle w głowach,że żyjemy" .Demoralizuje ludzkość , zanieczyszczając  wizją śmierci xd :D SPEŁNIAM MARZENIA!
Pod koniec lekcji klepła mnie energicznie, mówiąc  " Lubię Cię, dzięki, że jesteś" , ja robiłam notatkę na edb, więc na kartce, namazgrałam  dyskretnie :
"Nie ma śmierci, gdy człowiek szepce Ci do ucha, jak dobrze, że jesteś "





poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pan Mętliko i Panienka Idealna

Chciałabym by tak wiele zdarzeń, gestów i ciał było ideałami. W tym moje przygody, moje domniemania i moja figura. Ale zdaję sobie  sprawę, że  podchodzi to pod nierealne. A może i nawet niepotrzebne. Oglądając youtube, natknęłam się na takie słowa: " Ja wiem, że moim kształtom daleko do proporcji modelek. Ja wiem, iż tu mam za dużo, tu za mało. Ale wiecie dziewczyny co? Kto powiedział, że mamy uganiać się za tymi konkretnymi wymiarami? Dlaczego miałabym być taka sama, jak one? Po co być kolejną kopią? Ja mam taką sylwetkę, jaką mam.
Byle by dobrze się czuć ze sobą". Krążyły tak w mojej głowie te słowa i raczej sobie je zatrzymam.
Byle by czuć się ze sobą dobrze.
Ta kobieta już po 30- stce, piękna, od razu widać jaką płeć reprezentuje. Silna. Pewna siebie i niezwykle empatyczna. Może to tylko być powłoką, wypełnioną złudzeniami, ale nie ma w tym nic złego. Człowiek musi ukrywać tyle rzeczy przed światem i to jest absolutnie normalne.  Grunt, że pokazuję coś wartościowego.
Usiadłam wtedy na łóżku i pomyślałam " mam nadzieję, że jak te skoki hormonalne miną, będę mogła powiedzieć to samo" i się uśmiechnęłam.
Generalnie mam ogromny mętlik w środku. Hah, standardowo. W tym miejscu często o nim piszę. To obecnie element mojej codzienności. Nie wiem czy bardzo mija się z prawdą stwierdzenie, że blog jest jakąś formą autoterapii. Ale fakt, naprawdę mi pomaga. Wczoraj, do bliskiej mi osoby napisałam elaborat na temat smutku, sensu(a raczej jego bezsensu w całej okazałości) samobójstwa i myślenia, nadmiernego.  I mimo łez jakie tłamsiłam. Było mi lepiej. Tym bardziej, że uświadomiłam sobie, jak ogromnie dużo dostaję od pewnych jednostek.
Ja tylko wiesz, zawsze się boję, że obciążam kogoś, każdy przeszedł swoje. Dosyć mamy już i tak swoich problemów. Ciężko jest to uporządkować.

Rozmowa skończyła się, generalnie śmiechem i stwierdzeniem, że najlepiej by było myśleć, jak najmniej. Stary babciny sposób, jak już jesteśmy przy dniu babci :D
" Luneczko ( haha jak te zdrobnienie brzmi), jeśli Ci smutno, idź, obierz ziemniaki i wyczyść podłogę"
 Może dlatego tyle wytrzymały na tym świecie ? Ale powiem, że już lepiej uciekać w coś pożytecznego, gdy tracimy cierpliwość do świata, niż siedzieć i płakać w poduchę, co i też od czasu do czasu potrzebne. Ja przynajmniej czuję się spokojniejsza. Bo jest co robić i chyba powinnam znacznie częściej to praktykować. Muszę usiąść do gitary, skończyć malować obraz. Przeczytać Makbeta. Pouczyć się funkcji. Obejrzeć film. Posprzątać łazienkę. Przynieść węgiel. Odśnieżać. Poćwiczyć. Zadzwonić. Zrobić sobie porządne śniadanie.
To daję satysfakcję, że nie jest może nic na marne. Do niedawna myślałam, że to kolejna ucieczka. Ale lepiej uciekać w pozytywy, niż zamykać się w sobie, prawda?

Może ci  człowieczasukcesu podpisaliby się pod zdaniem :" jestem szczęśliwy, bo nie mam czasu na smutek"

 A jeśli chodzi o mętlik, bo tu jakaś mi się dygrecha życiowa wepchnęła...
 Nie lubię go bardzo, bo mam wrażenie, że odbiera/ przysłania mi ogromną cząstkę mojej osobowości. A każdy by Ci powiedział, że jestem jedną z tych pozytywnych . To w sobie akurat lubię, tę stronę, że u człowieka swoją ciapowatością czy próba szaleństwa mogę komuś poprawić humor. Dwie strony medalu. Cienie, niecienie cholerne. Uśmiech i łzy.
Stan mojego umysłu mogę opisać słowami:" nie wiem" i tylko ode mnie zależy, czy obie z tym poradzę. Ale nikt nie znajdzie recepty na to. Nie mogę się niczego od życia spodziewać. Od homosapiensów nic oczekiwać.
Może wymagam za dużo. Czuję zbyt.
 Prawdopodobne, ale gdybym wiedziała, jak żyć inaczej, to bym żyła. Proszę mi wierzyć.

 Ale ja chrzanię teraz farmazony. Właściwie nic konkretnego ani ładnego nie powiedziałam. Potraktuję to jaka wpis do kalendarza normalnie. Porzadkujący.  Rozplanuję sobie chyba ćwiczenia i rzeczy do zrobienia.
Powinnam coś zmienić na blogu?

Ah! Włączył mi się tryb kabanosowy :


Gdy osiągniesz cel
I cieszysz się,
Gdy dotarłeś tam,
Gdzie nie dało się,
Już słychać go,
Burak dobrze wie,
Gdzie szpilę wbić,
By bolało cię.

Nie walczę z wiatrakami,
Nie wytępię ciemnoty.
Usiądę tam, gdzie odnajdę święty spokój.

Mam na to wszystko wyjebane.
Mam na to wszystko wyjebane.
Mam na to wszystko wyjebane.
    Mam na to wszystko wyjebane.   








poniedziałek, 15 stycznia 2018

Samoakceptacja, bo kocham ja Ciebie.

Odczuwam. Ogromną potrzebę by znaleźć się obok tych przepryzmatowanych istot, które z drugiego końca Polski mówią mi, że siebie nienawidzą. Gdybyście wy, cholery jedne, tłumaczyli siebie moimi źrenicami.


Jesteście tacy niezwykli. 

Ty stokrotko, mówisz mi o tym, że się martwisz, a ja widzę, jak piękne jest to czego się obawiasz. Nie boisz się, jak typowy, szary człowiek. Taki miałby to w dupie. Siebie pewnie też. 

A ty marcepanie, nie widzisz ile szczerości jest w twoich zdaniach i jakie to cenne. Nie dostrzegasz z jaką troską, gdy sam jej potrzebujesz, potrafisz mnie obdarowywać opieką. Tłamsisz przed swoją transkrypcją ten zachwyt, którym mnie urzekasz codziennie. 

A ty? Dlaczego nie dostrzegasz oczu, które w ciągu kilku sekund potrafią niby bez powodu się rozpłynąć i zamienić  w radość zanim ja zdążę założyć obuwie? Tak się krytykujesz. Wstydzisz huśtawek emocjonalnych. To nic złego. U mnie też je zaobserwujesz. 
Ah, zobacz, jaka ta prawdziwość w Tobie jest unikalna.
 Nie planuj, nawet w żartach, samobójstwa na luty. 
Potrzebuję Cię, chociaż jeszcze przez następny rok. 


Miałam cudowną i jakże przyjemną okazję, ostatnio: usiąść i pooglądać filmiki sprzed  dwóch lat.  Można w depresję popaść. Nikomu nie polecam skoków w przeszłość, to nie przynosi pozytywnych skutków, jeśli przed nie nażresz się po korek zdrowym dystansem. 
Mówiłam mu o tym. Pokazałam to. "Dobrze wyglądasz, jesteś odważna. Serio, mówię. Radziłaś sobie z nienawiścią do siebie, jak tylko mogłaś, nie to co ja. I nadal sobie radzisz". Nie to co ty ?.... Przeszedłeś więcej ode mnie, a mi TAKIE farmazony prawisz. Dostałeś więcej słów, które mogły utknąć w gardle i zatrzymać dopływ powietrza. 
To prawda, żeśmy się krytykujemy przesadnie. Jesteśmy największymi krytykami swojego ciała, umysłu . Całego wizerunku. Ale wiesz co jest najgorsze? Że naprawde wierzymy w słowa ludzi, którzy nas krzywdzą. Na nasz temat. W banalne uwagi, które nie mają odbicia w rzeczywistości. Przecież oni jedynie kłamczą. Tu chodzi tylko o blizny. Robią to mniej świadomie lub bardziej, ale to ogranicza się do tego. Też trudno mi w to uwierzyć. Jak to ja, takie zgniłe jabłko, mogę być dobrym materiałem na szarlotkę?

Prawda nie nakazuję umierać.

Cokolwiek będziemy robić, jakkolwiek będziemy się czuć. Otoczenie będzie oddzielać nas od reszty. 'Bo jesteś jakoś inaczej. W sumie... lepiej jednak wyglądałaś rok temu, nakazałam Ci się zmienić, ale ym jakoś tak się jawisz jeszcze gorzej, wracaj przez kolejny rok do siebie, ja idę coś zjeść. Ciao.'
Pozwalamy się zabijać, ja również, przez opinię ludzką. Nikt nie lubi, być nielubiany, zrozumiałe. Oczekujemy miłości. Ale od tych zatrutych jadem jej nie dostaniemy. Nie ma co stać w kolejce. Mają zły towar, sorry. Gdyby było tyle straganów z ignorancją obok, ah. Kupowałabym. 


 "Stawiałaś sobie za duże wymagania. Obracałaś się obok ludzi na wysokim poziomie. To pewne."
Nasze ciało się zmienia, dzień za dniem. Gorzej, lepiej. A dusza tylko dojrzewa, ale jest  wartościowa w każdym momencie naszego życia. Dla kogoś na pewno. Za rok , jakbyś spojrzał na nią, może ci się nie podobać. Ulepszasz ją, więc normalka. Ale ludzie cenią takie dusze, jak twoja w tych momentach.
 Się nie widzisz...
To jak z obrazem. Jak doceniają przy procesie powstawania, docenią raczej efekt końcowy. Malarz, nigdy nie doceni pędzla w swoich rękach i tego co zrobić potrafi.

Ja tam lubię 'brzydkie'.

No dobra, ignorancja. Mówię, wciąż o ignorancji. BY IGNOROWAĆ. Ja też nie potrafię. Tutaj, wyżej wpadłam w hipokryzję, chciałabym w nią wierzyć. Ale przejmuję się tak samo, jak ty.
 Nadal nagrywam krótkie filmiki. To już przypadkowo, przy okazji, z automatu leci. Mówiono mi, że może yt. Chciałabym. Ale nie czuję, by to był ten moment, za dużo niedomkniętych drzwiczek. Boję się, że zbyt wiele stracę, rozpoczynając działalność. Ale cudownie się czułam, gdy kilku znajomych w ciągu jednego dnia, zaproponowało to samo:" Załóż kanał, powaga, naprawdę mnie rozśmieszyłaś. Dziękuję". Czuję, że może kiedyś, za dwa lata? Za rok? Może  zbiorę wystarczające pokłady odwagi. Obawiam się nadal swojego wyglądu i ryja w kamerze. Ale doceniam po ogrom to, że są Ci, którzy nie zwracają na to uwagi. Jaka jestem na zewnątrz.
" A może chciałabyś, wnuczko kolejny łańcuch by ci wisiał po lewej stronie spodni? Mogę Ci dać od starego składaka taki- Wujku... przestań, grunt, że nie ma kolczyka w nosie". A ja się tylko uśmiechnęłam i z iskierką buntu w oczyskach, piłam herbatę owocową. Może to głupie co robię. Dziadku, pewnie masz rację. I mówię w pełni poważnie.
Jednak. Noż, kurde.
Nie zamierzam się bać, chcę spróbować się nie bać. Jeden jedyny raz, dajcie mi przestać się uzależniać. Gdy widzę, że czuję się lepiej, podając sie marzeniom i spontanicznym decyzją. Nie będę zamykać się w klatce, dopóki tym nikomu nie zrobię krzywdy . 
Spokojnie, to mi kiedyś przejdzie :D Chcę jedynie korzystać. Próbować. Nie mam nic do stracenia. 
# LunaBuntownikZWyboru
 Wróciłam do domu, włączyłam muzykę. Trafiłam na nostalgiczny kawałek.  Ja nie wiem gdzie tu jest metal progresywny niby. To takie delikatne :)
I zaczęłam wirować tak w kółko, boso po dywanie, udając karuzele. Poczułam się, jak na wzgórzach Transylwanii czy Czegośtam. TYBETU XD.  Takie średniowiecze, hah. Ale za to jakie czaderskie.   

Wracając. Tak! Nie przewróciłam się o dziwo. Mira Ciapson ustała na nogach!
I wiesz? To było jak przewiew wolności i beztroski. Wśród tych słów warto zostawić problemy i udawać, iż olewa się świat. Polecam drobne szaleństwo. Byle było go więcej. Mówiłam, że wariaci są niezwykle przystojni? Epicką duszyczkę mają, a dla kobiet uśmiech skrywającym plany, typu: jak tu zrobić z siebie oszołoma to najlepszy makijaż.


Fajnie jest, wśród tych całych lęków i obrzydzeń spojrzeć na charakter człowieka i chrzanić czy ma ładny nos czy nie. Nie chcę, więc przejmować się swoim wyglądem do granic możliwości, chcę  jedynie czuć się dobrze, stawiając na pierwszym miejscu to by mi charakter nie przygnił diametralnie. I owszem. I know. Dalej siebie nie trawić będę, to wymaga czasu.  Ale czuję dziś taki spokój. Od rodziny mogę słyszeć, że wyglądam jakby bez wody i jedzenia wisiała na krzyżu wieki , ale ja czuję się okey. Tymbardziej wiedząc że moja waga jest serio  prawidłowa, a organizm prosperuję bez szwanku. Każdy ocenia inaczej. Ja mówię, chcę stabliności. Bo tak bym to nazwała. Dbać o siebie. Dbać o siebie...
Ja wolę dusze ludzi. Bo to się nie zmienia. I liczę ogromnie, że może od tej mojej nieszczęsnej da się coś wyżłobić. 
  

                          

środa, 3 stycznia 2018

Skoro miałam pisać częściej. AZYL.

Muszę przestać uciekać.

Szłam sobie ulicą, a glany tupotały razem z moim sercem w przedziwny sposób.
Cóż za zgranie, proszę państwa. Raptownie, zdałam sobie sprawę, iż muszę przestać. 
Uciekać.
Zaznałam poczucia bezpieczeństwa, szaleństwa dawnego, sprzed lat moich wnętrznościowych. Na nowo miałam okazję zrozumieć swoje Gesty Kapelusznika i oczy, które za wszelką cenę nie chcą być wilgotne.



Hej, dziewczyno azylu szukasz ? On jest tam, po drugiej stronię twoich lęków.


(...)






"-Czyś ty oszalał?-Najwidoczniej. "

Siedziałam na przystanku, gapiąc się  na niby obcego człowieka, którego nie spodziewałam się widzieć. 
Się skadś wziął i pauza, i  uśmiech. 
Nieważne o kim mówię teraz. 
Zauważyłam jedną rzecz. 

Brakuje Nam Nieargumentowania chwil.
Nietłumaczenia faktow.

Za wszelką cenę chciałam wyjaśniać.
 Przestańmy się oszukiwać. Inni nie zrozumieją naszych słow. 

"Dobrze, że się wtedy nie widziałaś, wybiegłaś taka 'oh ah'- Nieprawda.... to nie tak, Rodzino
 -Ależ nie ma sie czego wstydzić, najlepszy był komentarz X' już ją swędzi', ah Luna jesteś przekomiczna, no co...nie spodziewaliśmy się tego po Tobie "

" Miro, dla mnie rodzina to najgorsza czasem instytucja do jakiej możesz trafić, ma ci dawać opiekę i troskę, a rani Cię najbardziej - Dlatego tak ciągle szukamy miejsca dla siebie z dala od tych, którzy nas najbardziej kochają "

Wstydu nie wytłumaczysz. Powodu wstydu również. 
Więc czy warto się nad tym rozwarstwaić?
Nie masz na to wpływu, gdy twoje uczucia są uzależnione od otoczenia do tego stopnia.

Odpuść. Na furtkę do azylu czekaj.

 Każdy z Nas tworzy swój świat. Między rozmowami tworzy się intymność. Przestańmy naruszać prywatności, między tymi, którzy sami ich nie rozumieją. 
Po coż ranić ?