poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Boimy się.

Boimy się ludzi z problemami, mimo że sami je mamy.
Nie wiem czy to dlatego, że obawiamy się ,że ktoś jeszcze zrzuci na nas kolejne gruzy i już nie powstaniemy. A nasze życie będzie tylko jednym polem po zakończonej bitwie a my tacy marni, bedziemy się zastanawiać dlaczego myśleliśmy, że jesteśmy silni.
Boimy się zaufać, ponieważ boli nas, gdy ktoś nas zawiedzie i okaże się, że chyba znowu chcieliśmy za szybko, za bardzo i tak to znowu nie ta osoba.
Boimy się mówić nie tylko dlatego, że wyjdziemy na głupich przed rozmowcą, ale i dlatego, że boimy się przyznać do wielu myśli, obawiamy się swojej własnej reakcji.
Boimy się wszelkich emocji, które by powiedziały, że tak ta osoba jest dla nas w jakiś sposób bliska, bliższa. Nie całkiem obojetna, bo znowu będzie, że zależy w niewłaściwym momencie, nie tak jak powinno, w zły sposób.
 A my.
Chcemy rozmawiać z kimś kto nas rozumie, a bez problemów tutaj się nie obejdzie.
Prawda jest taka, że pragniemy ufać. Zebrzemy o zaufanie.
Wiemy, że przydało by się by ktoś powiedział, że nasze myśli i my sami jestemy normalni.
Potrzebujemy miłości, troski i zależności.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Czuję, więc chyba muszę napisać.

Nie wiem, jak to jest, że człowiek czasem z dnia na dzień, może się poczuć jakoś tak dotkliwie samotny. Niech ktoś wytłumaczy.
Nawet pojęcia nie mam czy musi być tego jakiś powód.
Bez żadnego potwierdzenia, wyjaśnienia czuję się sam.
Taki sam ze swoimi problemami.
Taki sam ze swoim nadal niezbadanym środkiem.
Taki sam myślący, że może nikt nie zrobi mu krzywdy.
 Taki sam ciągle egoistycznie proszacy by ktos go słuchał i nigdy nie przestawał.
 Taki, zamykajacy się w środku, pewnego wieczoru, ze słuchawkami w uszach i pytajacego siebie co w takim razie robi jak nie rozmawia z tymi całymi osobowościami tego świata.
A naprawdę jest okey.

Nie powinnam rwać się do nikogo.
 Nie jestem niczym co powinno się rwać na jakiekolwiek sposoby.


czwartek, 27 lipca 2017

Update 4.0 GRECJA kilka filmików

video video

Tu wnioski : kiedy nagrywasz upewnij się ,że za tobą nie ma nikogo z jabłkiem...
 : nie daj się zwieść, śpiew klasztorny jest wszędzie



Update 3.5 GRECJA kilka filmików

 Pobawiłam się też przy niektórych w montowanie. Niewiele ich, ale no hah . Tu się nie da nic wepchnąć!

video


Oto piękny gif zrobiony z nagrania z kibla :D Takie widoki powinny być z każdej toalety.

video

Update 3 (Update "x") GRECJA

ZASŁONA MILCZENIA.

Trochę taki update w update będzie teraz, ale muszę naskrobać tych kilka suchych faktów, bo no muszę.
Dostałam się do liceum! Na pierwszy wybór. Tak, przyjmują każdego.  Idę do tego, który wzbudzał tyle wątpliwości. Jednak dałam rodzicom za wygraną, może też i dlatego, że nie miałabym gdzie iść na lepszych warunkach. Świadectwo z czerwonym paskiem (pewnie już ostatnim) wywalczyłam. Statuetkę dostaliśmy kupioną pewnie za jakieś 10 zł :D A wyniki egzaminów ... Powyżej 80% wszystko oprócz rozszerzonego angielskiego (55%) Olałam. Ewidentnie. Grunt, że się nie liczy. Z przyrodniczych natomiast miałam 79%. Z polaka wyszło najwięcej 97% (Lizyyy, też się dziwię :D), a z  matmy, na której bardzo mi zależało  86% :) 
Jestem bardzo zadowolona. Mogą być ;)


Malowałam obraz wychowawczyni na koniec roku. Nawaiłam przy organizacji, ale skończyło się siedzeniem do 3 w nocy i  wzruszeniem pani  :"). Moim też, ale ciiii.


Jeśli chodzi o Grecję opowiedziałam wam może zaledwie trzy dni. Reasumując, jesteśmy nigdzie.
Pięknie powiedziałam. Wieeem haha.
Kurde, no sporo rzeczy się robiło. Byłam na takim jachcie. 
Pierwszy raz, jak się domyślić można. Płynęliśmy na taką wyspę Skatos.
(Ta plaża! Jak przewodnik opowiadał zawierała sporo takich specjalanych minerałów, że wygląda jakby połyskiwała drobinkami złota. Potwierdzam. Inaczej się tego ująć nie da)



T-RZ-Y bite godziny.



" Czułam się taka wolna, widziałam tylko morze i góry. Zero negatywnych myśli. Wiatr zabrał wszelkie obawy. Weszłam z Wiką na  najwyższy punkt i zaczęłyśmy się śmiać, że możemy spokojnie odegrać tą kultową scenę z Tytanica"
Zaczęłam w końcu gadać z ludźmi :D. Tam się przełamałam. I UWAGA! Gawarilam po rosyjsku w co dalej nie wierzę :D. Na opak się dogadałam haha. Ponieważ rywalizacja pomiędzy grupami nadal (o tym samym składzie co przy podchodach) nadal trwała, otrzymaliśmy zadanie , by zrobić jakieś "ciekawe filmy" podczas rejsu. I tylko tyle powiedziano. Miały być interesujące. Ładnie, 'profesjonanie' zrobione.
Wszyscy kręcili to samo, a nasza grupa chciała się czymś wyróżnić. Wspólnie z Wiką i Karoliną wymyśliłyśmy, że zrobimy wywiad z pasażerami.  I kto miał gadać? Ja. No jasne. Taa. Koleżanka mi pomogła, taka Natalia. Wyrwała się pędem i musiałam coś bąkać. Ostatecznie wysżło tak, że większości pasażerów pytaliśmy czy powiedzą coś może po polsku .
Powtarzali po nas :" Chrząszcz brzmi w trzcinie", boże jakie to  było zabawne.
Ja rzecz jasna ciągle się musiałam mylić i z automatu zaczynałam rozmowę od  cudownego polskiego 'dzień dobry' :D. No przecież, jakże inaczej. Za granicą mówi się po polsku.
Było też śmiesznie z takim młodym ruskiem. Powtórzył po nas ten łamaniec językowy i zapytał się co to znaczy. My takie  jedne wielkie yyyyy.  No jak wytłumaczyć? Nie wiedząc jak się po angielsku chrząszcz, trawa czy cokolwiek nazywa? Byłam przerażona, serioooo.
Ale tak pomyślałam chwilę  i wyjęłam szkicownik i z takim teatralnym gestem wyrzuciłam  siebie szybko :" Wait! One second".
Pomyślałam, że mu to zwyczajnie narysuję z tyłu szkicownika. Tylko z emocji zamiast robaka namazgrałam węża. No... jak żeby inaczej.
Ten mnie się pyta:" Snake?"
Zaczęliśmy się śmiać, przekreśliłam cała czerwona, narysowałam jakiegoś owada w trawie, tak to było piękne.
 Nie zrozumiał nas.

Później koleś zaczął, że jest z Mołdawii. I tutaj Mira również musiała się popisać. Ah, ta moja wiedza.
Zapytałam się szybko dziewczyn po polsku gdzie to jest, myśląć, że ten człowiek mnie nie zrozumie.
On tak raptem wytrzeszczył oczy i takie z uśmiechem:" What? ".
Ja zacżęłam przepraszać i śmiać się jednocześnie. Wytłumaczył mi gdzie to jest. Ale jak mnie zobaczył później na jachcie to tylko tak dziwnie się uśmiechał, jakby zrobiła z siebie największą idiotkę wszechczasów. Tak mi głupio było.
Haha pewnie moja reakcja była podobna do tego :


Taka mina współczującego kretyna.

Jakiś ludziu powiedział też, że mam ładne rysunki po rosyjsku. Akurat tak sobie kończyłam szkicować Wiktorię. Mega dużo rosjan spotkaliśmy apropo.  Mi się z emocji już kręciły słowa i zamiast 'dziękuję' powiedziałam 'przepraszam.'

" -Masz ładne rysunki.
-Oh, przepraszam!"

Bardzo dobrze też wspominam wyprawę na Meteoryty. Jeśli ktoś był w Grecji na pewno wie o czym mówię. To takie zrębowe (Bodaj... jakiś tu ekspert od gegry hyym? :D) bardzo wysokie skały. Obowiązkowa punkt turystyczny. Sporo na nich pobudowanych klasztorów widziałam, nawet już niekoniecznie funkconujących. Większość była prawosławna.



Też musiałam coś odwalić.
Nie dość, że paradowałam w tej huście do kolan, którą przemiła obsługa kazała mi założyć, a żeby było mi przyjemniej " dobrała" to do koloru mojej bluzki.
Byłam czarnożółtą tortillą zawinietą w nieudolnie przysmażony (spalony) naleśnik z bakłażowanymi i cytrynowymi  centkami. Do tego żólta czapka. Jak Kuba z Justyną mnie zobaczyli. O zgrozo.
Nie można tam było robić zdjęć kapłanom, widziałam też takie malowidła z chyba XVI wieku. Żałowałam trochę, że nie mogłam zabrać taty.
" -Luna, są z XVI wieku- z zamyślenia wyrwał mnie szept pana od fizyki. Odwzajemniłam uśmiech. Pani przewodnik paplała tam sobie w najlepsze. Niektorzy się nudzili. Zgubiłam gdzieś resztę ekipy. Wiedziałam, że mogłam sobie podotykać każdej ściany. To było wyjątkowe. Ale jeszcze piękniejsze było te uczucie, kiedy  nauczyciel z błyszczacymi oczami powiedział gdzieś tam cichaczem, nie wiem czy do mnie czy kogo:" jakie to niesamowite" . Jakiś chłopak raptem zapytał o jakiś element historii ktoregoś z malowideł. Nie wiem co było w tak intrygującego. Ale tak się zaczęłam szczerzyć. Przestać nie mogłam.
Lubię , gdy ludzie doceniają  i  interesują się  małymi rzeczami. Wtedy jest łatwiej. O niebo łatwiej. Cudowna nić porozumienia."
Poszłam ze znajomymi do sklepiku.
Po drodze słyszałam jak jakis mnich z długą, siwą brodą zaczepił kilka dzieciakow z naszej wycieczki, pytając czy jesteśmy z Włoch XD. Trochę przerażała mnie wizja ich zamkniętych na tej górze, bez żon,  bez życia. Dowiedziałam się, że wielu z nich wstępowało do klasztoru, ponieważ zwyczajnie nie wyszło im z niczym. Nie mowię tu, że te życie sakralne jest bez sensu. Było mi ich raczej chyba trochę szkoda.



Szukałam prezentu dla przyjaciółki i oczywiście nie mogłam się zdecydować, ktory krzyżyk wybrać.
" Miraaa , bo się spóźnimy - ciągle napominał mnie Kuba. Justyna już wyraźnie zaniepokojona. Nerwowo oglądałam każdy krzyżyk z osobna już już miałam płacić, ale raptem odkładałam na miejsce.  Kiedy znajomi zoriętowali się, że zostało nam tylko PIĘĆ minut (na pokonanie 177 schodów i dotarcie do autobusu), z lekka panikując, kupiłam pierwszy krzyżyk  nad jakim się zastanawiałam, kupiłam i sprintem, biegnąc przez cały klasztor oddaliśmy husty. Biegłam ile sił w nogach po tych zrąbanych schodach, czując się jak jakiś Indiana Jonas i ciągle tylko przepraszałam Kubę i Justynę przeplatając to z śnmiechem i lamentowaniem " co ja robię ze swoim życiem, co WY przeze mnie robicie ze swoim życiem". Turyści patrzyli się na nas jak na jakąś bandę niewychowanych nadpobudliwych dzieciaków, którzy najwidoczniej postanowili się bawić w berka. Śmiałam się też , musiało to przekomicznie wygładać haha ja tak nawijałam w tym biegu , jeżu. ENdorfina nam się wydzieliła w każdym razie.
Dotarliśmy na czas zmachani. Jak się okazało. Mieliśmy jeszcze 10 minut.
Mina Kuby, Justyny i Luny musiała być doprawdy nadwyraz szczęśliwa."



piątek, 30 czerwca 2017

Update 2 GRECJA



Kiedyś w zamierzchłej przeszłości Luna napisała: "Dodam post o Grecji wieczorem"

Yghym...

OBIECUJĘ, ŻE JUŻ NIC NIE BĘDĘ OBIECYWAĆ

Jak ja się stęskniłam!  
Teraz będę mieć więcej godzin do dyspozycji, by się zmobilizować . W końcu są już wakacje! Rok szkolny się skończył i te sprawy!
Jestem wniebowzięta normalnie :D
 Ja nie wiem jak ja prowadzę tego bloga, że posty robią się tak niepoukładane i bez kontroli. Nie lubię tak. Nienawidzę. Ale i tak robię źle, hah.
 Jestem le paradoksem !
Tu macie potwierdzenie…




 Chciałabym częściej pisać i rozwijać to miejsce, ale ostatecznie wychodzi tak, że jestem tu zazwyczaj jedynie w tym krytycznym momencie, kiedy potrzebuję wypisania się. TAK BARDZO… BARDZO, ŻE MNIE WYŻERA OD ŚRODKA.
Wiecie, gdy chcę ocalić jakiś słaby dzień, który do cna jest beznadziejny... bo pada deszcz i nie mam siły.
Tak po prostu.
Poprawić samopoczucie mojej gospodarki ambitnej, gubiącej się miedzy potrzebami wszechświata, a  zdrowym rozsądkiem.
Tyle do opowiadania, że nie wiem jak to ogarnąć. 
Teraz zaczynam tworzyć w mojej głowie milion myśli typu :" Mira, to twoje miejsce, możesz robić tu co chcesz", " Masz fajnych czytelników, pisz zwyczajnie co leży na serduchu i się nie martw . Nic nie będzie idealne".
Gdyby to było by takie łatwe, jak się jest osobą, która wbrew swojej nieogarnistości bardzo pragnie mieć wszędzie porządek. Mam zawsze wielką potrzebę utrzymania każdej emocji o której chcę powiedzieć w ryzach. Ewentualnie w takich ślicznych pudełkach na skarby. A przede wszystkim o tym ładnie opowiedzieć. Podzielić się.
A tego do kurczaka tyle jest :D i wiecznie coś DOCHODZI. 
Chciałabym nie raz zatrzymać czas by zdążyć przemielić moje dzieje, wyjść z tym do ludzi.
Bo ten tego to takie „ważne”.
Koniec lania wody.
Grecja.
Opowiadałam to wszystko już tak wielu osobom, że stało to się niemal jak jakaś recenzja książki” Pierwszy szkolny wyjazd za granice. Perypetie Wiki i Luny”. Powoli i ona tak powtarzana traci sens . Chyba najlepiej będzie jak po prostu podaruję wam najpiękniejsze urywki. Przeplatane suchymi faktami.
(Kogo ja oszukuję… wyjdzie zupełnie inaczej, znacie mnie na tyle, by wiedzieć, że nie potrafię mówić ogólnikowo.)
Wycieczka rozpoczęła się badajże 5 maja, wróciłam po tygodniu. Pogoda w Polsce była średnia. Pakowanie natomiast przedstawiało sie jako jeden,wielki chaos(?). Jak to brzmi. No, ale co tu mówić. Zawsze tak jest, jak każdy chcę ci pomóc, a masz zły dzień. Taki typowy- tyłkowy. Do kitu.
Wyjechaliśmy o ósmej. Jechaliśmy autobusem. Nie był przystosowany do 30 godzinnej jazdy zupełnie. Jak mówię ZUPEŁNIE to proszę mi wierzyć, że zupełnie.
PUPA(jakie to śmieszne słowo) mi się prawie na siedzeniach  nie mieściła :D Tak jak i mojej chudej koleżance, więc wyobrażcie sobie jak było niewygodnie!. Kartony nam spadały za nami, przy każdym mocniejszym hamowaniu hahaha. Nie mam pojęcia do czego one w ogóle były przeznaczone.
Jadąc,  to bałamuciłam czas z moją towarzyszką Wiką, czytałyśmy książkę na spółkę, słuchałyśmy muzyki, a to z  ludźmi obok z drugich klas gadałyśmy.
Lubię tak poznawać osóbki, które do tej pory znałam tylko z widzenia.
Taki Kuba okazał się fanem Imagine Dragons. Hah, z takimi gośćmi to ja się rozumiem bez słów :D
Jeden z moich ulubionych zespołów :’). Jest tu jakiś fan ?



Przy okazji byłam przelotem w Krakowie i widziałam pierwszy raz w życiu polskie góry.
Tak, jestem  zacofana. Moja dusza zdaję sobie z tego sprawę.
Na granicy  radio odbierało tylko po rusku. Ja nie wiem co tu się wyprawia. Ale uśmiałyśmy się równo z Wik. Mimo, że uczymy się rosyjskiego w szkole zrozumiałyśmy tylko z dwa słowa.

Słowacja mi się dosyć podobała. Tak przejezdnie, ją widziałam, ale  te GÓRY były takie zielone,  masywne, piękne  . Nie mogłam uwierzyć, że tam jestem. Normalnie miejsce inspirujące do szpiku kości. Pojedzcie i mnie zabierzcie !
Węgry to praktycznie przespaliśmy.
Pamiętam kontrolę. Pierwszą, nie wiem tylko na jakiej granicy była. Możliwe, że z Węgierkami właśnie.

„ Godzina 2:34. Zebrane zostały dowody tożsamości i ja z Wiktorią usadowiłam się na tyle wygodnie by znowu  jakoś zasnąć. Przepełnione nadzieją, że przeczekamy pierwsze kontrolę podczas cudownego zjawiska jakim jest sen, wtuliłyśmy się w siedzenia. Poleżałyśmy tak może zaledwie z minutę, bo przy wyjściu coś się zaczęło dziać. Zobaczyłam  za szyba   strażnika.  Rozmawiał z którymś naszych  opiekunów. Sprawiał  trochę wrażenie wkurzonego . Chyba gestykulował. Równie dobrze mogłabym go też zaliczyć do najsmutniejszych i najbardziej znudzonych swoją pracą przedstawicieli homo sapiens. Widziałam to normalnie w jego oczach, które bardziej wyglądały jak czarne, małe kropki.  Nie wiem co on miał na tej twarzy. Kiwnęłam do Wiki, że coś chyba jest nie tak, po czym zaśmiałam się, że trafił się nam jakiś czepialski gbur może. W tej samej chwili stało się coś co spowodowało, że razem z koleżanką wybuchłam niepohamowanym śmiechem na cały autobus. Nie oceniajcie ludzi po pozorach! Koleś pokręcił wyraźnie głową, złapał się  za nią, jakby takie facepalm i wziął głęboki wdech. Okazało się, że my debile, nie ogarnęliśmy, że każdy musi wziąć  swój dowód i z nim przyjść by ten mógł osobiście sprawdzić naszą tożsamość. Poszliśmy na łatwiznę i jeszcze dodatkowo nikt nie wiedział  z dorosłych o co chodzi.”


Przyszła kolej na Serbie. Jedyne wrażenie jaki z niej wyniosłam:”Tam  jest chyba strasznie cienko”. Przez te pierwszych godzin jazdy przez nią (a jechaliśmy dłużej, niż przez Polskę) zastanawiałam się co tam się wyprawia. Może to głupie, ale miałam wrażenie, że tu jeszcze trudniej być szczęśliwym, gdy się patrzy na otoczenie chociażby.
„Pan od fizyki pokręcił  głową, patrząc na domy przez okno autobusu  i powiedział takie właśnie :” Wiecie co, mam wrażenie, że tutaj jest jakoś smutniej, niż u nas. Biednie tu ludzi mają. Bieda chyba jakaś jest. Nie chciałbym tu mieszkać, mimo tych cudownych wzniesień. Odnosicie podobne wrażenie?”. Ja na to tylko pokiwałam głową. Po sekundzie autokar ruszył z przystanku, a ja zamknęłam się słuchawkach. „


Postoje mieliśmy tak co trzy godziny, czasem był na żądanie. Te drugie były dla mnie całkowicie pozbawione sensu.
W Macedonii zmieniło się jedynie to, że  wzniesienia ustąpiły miejsca wyżynom. Zwiększył się też znacznie odstęp miedzy sąsiadami. Wydawało mi się, że ludzi mają od siebie dalej, niż mogli by mieć. Poza ty prawie wszystkie dachy były takie same. Tak ognistopomarańczowe. Może trochę przesadzam :D.

W Grecji było ich jeszcze więcej



Ta ogółem przywitała nas prostą, szarą autostradą z drzewami oliwkowymi i innymi , których nie znałam, po obu stronach. W hotelu byliśmy po 15:00. Właścicielem był Polak. Wyszłam  „na ląd” bardzo niewyspana przez co i  podirytowana. Stłamsiłam to oczywiście.

Przed kolacja poszliśmy na plażę, te parasole poprawiły mi humor.





Nasz pokój był sześcioosobowy, dwa pokoje  połączone mini kuchnią i łazienką  bez zasłonki  na prysznic. Raz tez widziałam karalucha :’). Byłam w pokoju z Wiką i taką dziewczyną Karoliną. Ona przeszła białaczkę lekką. O rok młodsza .














Tutaj proszę państwa zacny wodospad, pierwszy w życiu jaki widziałam:D

Pogórze Olimpu natomiast ponad (na szczyt wchodziło by sie z dwa dni).


Też takie, o proszę wzniesienia cudne były !

Wiem, że jedzenie mieliśmy bardzo często niedobre. Rozgotowany makaron i takie tam :P. Jaka znajoma właściciela gotowała. Dziewczyny narzekały. Bardzo. Mi było głupio, choć miały  rację.
Nigdy nie zapomnę nocnej wycieczki, którą mieliśmy pierwszego dnia.

”Wysłali nas na podchody po mieście. Podzielili na grupy i każda musiała jak najszybciej wykonać 10 zadań w  różnej kolejności. Przestraszyłam się, bo takie bieganie po ogromnym mieście i to jeszcze wieczorem mogło skończyć się tylko pogubieniem i ogromną deprechą. Ale moje obawy były bezpodstawne. Tak jak  mówił nasz przewodnik Grecy  są  naprawdę otwarci na obcych i pomocni.  Bawili się z nami.
 Na początku musieliśmy sobie zrobić zdjęcie w łódce, a port już prawie zamykano. Uprosiliśmy jakoś jakiegoś Greka, który właśnie wychodził. Uśmiał się z naszego: „ Whyyyyy… We are from Poland and it is a competition… yyy win  wiiiiin i tak dalej”. On mówił tak płynnie po tym angielsku, że mi strasznie niezręcznie było.  Nie odezwałam się ani słowem. Biegaliśmy jak szaleni jacyś. Dla mnie to była taka frajda. Kocham...  tak szybko, na krótkie dystanse.



Przedstawiam jakby port


 Po tym musieliśmy zrobić sobie zdjęcie w luksusowym aucie i skończyło sie na tym, że podeszliśmy tacy zrozpaczeni, po wieloletnich poszukiwaniach do jakiegoś gościa z samochodem. Wyglądał po ludzku. Wytłumaczyliśmy o co chodzi, a on cierpliwie nas wysłuchał i powiedział tylko z uśmiechem, że nie ma luksusowego samochodu przecież. My zaczęliśmy "zgodnie" krzyczeć:" It is okey, jeees(t)okey". Pozwolił o dziwo! Byłam zszokowana życzliwością tego mężczyzny. Jeny...
Następne polegało na zrobieniu zdjęcia w pokoju hotelowym. W pobliżu był tylko taki najbardziej ekskluzywny. Czułam, że nawet nas nie wpuszczą. Tak tylko i tak już zdziwiona patrzyłam jak dziewczyny dwie zaczęły rozmowę z kelnerem. Już zaczęłam szukać gdzieś jakiegoś innego lokalu , gdy spostrzegłam, że ten prowadzi nasze gdzieś na górę. Udało się ! No wierzyć mi się nie chciało. Wyobrażacie sobie taką akcję w Polsce? Może znowu wyolbrzymiam…
Trzeba było też zrobić zdjęcie przy basenie. Okazało się, że jest z tyłu budynku,  człowiek nas zaprowadził. Pierwszy raz widziałam tak czysty basen z wodą naprawdę przezroczystą. Jak na filamch. Taka ze mnie wsiowa dziewczyna :D. Podchodziła kolorem pod turkus.
W głowie mi się zmieścić nie mogło, że mogli tak po prostu wpuścić nas do  hotelu. Jakieś dzieciaki nie wiadomo skąd. I ten kelner taki pomocny był nawet. Chociaż wydawał mi się zmęczony. Zastanawiałam się czy pracą czy nami.
Najlepszy ubaw mieliśmy z takimi Niemcami, kiedy szukaliśmy ludzi gotowych powiedzieć coś po polsku. Trafiliśmy z początku na parę.
"Yyyyy co on ma powiedzieć.... ktoś ma jakieś pomysły.. okey ...wait....yyyy może dzień dobry ? nie to słabee będzie... kochamy polaków?... co ma kłamać ? .. haloo ma ktoś jakieś pomysły?" Gość zgodził się za nami coś powtórzyć po polsku jeśli wytłumaczymy co to znaczy. Z tym też baliśmy się, że będzie problem. Koleżanka obok "Oświecona" zaczęła krzyczeć, wskazując na siebie :
-POWIEDZ MI KOCHAM CIĘ. KO-CHAM CIĘ!
Ja myślałam, że tam to umrę zaraz :D Facet zrozumiał i takie w odpowiedzie:" no no no..." , pokazał na kobięte obok. 
Udało złapać nam jakiegoś Niemca w ostatniej chwili.
Yhgym. Pragnę tu zaznaczyć, że sam zaproponował co powie.
I nasze nagranie zostało pięknie soczystym: ”ZAMKNIJ MORDĘ I WYPIERDALAJ”. Koleś, rzecz jasna przeprosił , że to nie do nas czy co . Mina przewodnika kiedy  mu to pokazywaliśmy :D
„Proszę pana, ale on sam nam to zaproponował. Znaczyyy od po prostu powiedział to… wie pan”
Widać, że jakiś Polak go uczył.
Było też zadanie z flagą, by przynieść. Bez problemu pożyczono nam ze sklepu, oddaliśmy. Poszło tak sprawnie, że nawet nie zdążyłam ogarnąć o co chodzi. Nie wiem czy ja jako ekspedientka tak bym zaufała.
Przy ostatnim wróciliśmy do Niemców by poprosić o kolejne nagranie. Jak ktoś staję na rekach. Nie byłam za tym by ich znowu dręczyć, mając na uwadzę też to, że niedawno jedli. Dorwaliśmy ich w jakiejś kawiarence, więc raczej to było oczywiste. Człowiek z kucykiem zgodził się od razu , gdy tylko zrozumiał dokładnie o co chodzi. Jego zdziwiony (chyba i raczej) przyjaciel spojrzał się tak, wiecie tak badawczo na niego, gdy wstawał. Powiedział coś po ich języku. Przypuszczam, że to znaczyło : „Czekaj podtrzymam cię/ zabezpieczę”, ponieważ stanął obok niego gotowy by jak co łapać. Nieznajomy człek stał nawet dłużej, niż powinien. To było takie miłe. Trochę się bałam, że nie ogarnie w odpowiednim czasie, że już i się wywali czy coś w tym rodzaju. Jednak chyba najbardziej rozczuliła(?) mnie mimika tego drugiego. No ciepło mi się na sercu zrobiło.”

Zrobimy z tego normalnie jakąś serie. Napiszcie jeśli nie zanudzam.  Nie wiedziałam, że będzie tego, aż tyle… Ja bardzo chętnie popiszę.


Mam też sprawę: Co wy na to by blog zrobić prywatnym?




poniedziałek, 22 maja 2017

Update1 EGZAMINY

Witaj, znikłam na jakiś(przez jakiś) czas, ale to nic. Od lat próbuję odbiec od tłumaczenia się w blogosferze. A jestem skrupulatna, zawsze chcę by to co robię było idealne. Mam wyrzuty sumienia mimowolnie. Mały błąd wynikający z niekontrolowania. "Nie zabieram się za pisanie, bo nie zdążę i znowu usunę. Nie znam swoich uczuć.".
I tak mi głupio. 
Muszę nauczyć się nie bać. Szukać motywacji by próbować rozwijać to co się da. I nie zamierać przy każdej negatywnej emocji. 
Będę się starać. Nauczę się.
Moja mama ostatnio  takie :"Siedzisz w tym pokoju ciągle albo wychodzisz. Zamykasz się. Coś robię nie tak?". Nie wiem. Nie powinna się martwić. Będę i chce być otwarta. Zawsze raczej byłam. I tak nawet jakby coś było, nie powiedziałabym jej tego. Przecież ja zawalam. Ostatnio często potrzebuję ciszy. Równie często jej wręcz nadużywam. Siedzę, że słuchawkami i myślę jak ogarniać życie. Usiłuję coś robić. Czasem wychodzi. Nie jest to jakieś WIELKIE ZŁO, ale dziwnie tak zwyczajnie.  Mimo, że jest okey. Nie mam na co narzekać.
Tak myślę teraz od czego zacząć mój update...
Siedzę w domu, nie poszłam do szkoły,  bo był "zabiegany" weekend i dziwnie się czuję. Mam czas .
Super początek XD.
Strasznie dużo się wydarzyło. Mocium Panie, niesłychanie dużo! 
Majokwiecień był miesiącem "wielkich" wydarzeń.
 Egzaminy.( Pogrzeb). Grecja. Bierzmowanie. Składanie  pierwszych papierów do szkół.  Jeszcze gdzieś w miedzy czasie był dzień otwarty w tym liceum do którego mnie "wysyłają". Dla mnie to dużo, chwilami trochę za dużo. 
Zacznę może od testów.


Jestem zadowolona o dziwo. Nie spodziewałam się, że to powiem. Mogło być lepiej, ale nie czuję, że zawaliłam. Dumna jestem jednak z siebie, że do ostatniej chwili próbowałam powtarzać, dobrze się przygotować, a pisząc nie denerwowałam się  tak bardzo. Chyba w te trzy dni uwierzyłam w siebie( bardziej, niż trochę) co mi  zdecydowanie pomogło... 
Nie obyło się oczywiście bez jakiś głupich wpadek. Gdzie Mira, tam zawsze coś. No przecie :D. Jak pisałam pierwszy egzamin- Historia i WOS. chciałam coś tam poprawić w karcie odpowiedzi. Nie wiem, tak z 5 minut mi zostało... no to na spokojnie. Zaznaczyłam kółkiem niepoprawną odpowiedź i z automatu przy kolejnej linijce zrobiłam też  kółko.. czyli reasumując odjęłam sobie jeden punkt, pewniaka takiego. Brawo Luna. spojrzałam się tylko na to " Ty-durna-jedna".

Wzięłam. Złożyłam. Oddałam.
" Bo jeszcze się rozkręcę, lepiej już nic nie poprawiać". Ewidentnie mój mózg nie umie myśleć ciągiem przez 60 minut. Kocham go za to.


A tak to dobrze chyba było. Jak zwykle filozofię się uprawiało, rozkmin to miałam sporo, ale byłam spokojna. Czysto się myślało(?). Z polskiego byłam bardzo zadowolona. "Pisemnego" początkowo się przeraziłam. Hah to był atak takiej euforii w sumie" Jeeeeej, nie ma charakterystyki". Następnie lekkie zażenowanie:" O rozprawka za to". Chwilowy uśmiech:" O  MARZENIACH! ".


I klops.


  Uświadomiłam sobie, że nie znam żadnych przykładów z lektur o marzeniach .  W ogóle ŻADNYCH przykładów. Doczytałam polecenie do końca" Udowodnić, że marzenia mają siłę sprawdzą...o jaaa". Wydaję mi się, że jednak wybrnęłam. Mam taką nadzieję. Kombinacja alpejska, ale była. Tam Balladynę wzięłam, Hobbita. Chciałam dać jako przykład tam tego z Starego człowieka i Morze, ale bałam się, że nie starczy mi miejsca. Rozwinęłam więc porządnie te dwa. Boję się, że tych przykładów będzie za mało. Jeśli jest tu jakiś polonista niech mi powie czy do rozprawki trzeba minimalnie ileś argumentów? Czy dwa wystarczą?
 Przy przyrodniczych przyznaję, że zaczęłam się stresować. Najbardziej mi na nich zależało.  Idę w końcu na ten mat-fiz. Początkowo musiałam opanować wewnętrzny atak paniki . Nie rozumiałam pierwszego zadania, nic do mnie nie docierało." Dalej" tylko mówiłam sobie. Uspokoiłam się, widząc miny innych piszących" Przyrodnicze dali trudniejsze, to nie twoja wina, zaraz to ogarniesz" . I rzeczywiście ogarnęłam. Robiłam dalej, rozkręciłam się na fizyce, mając świadomość, że coś jednak pamiętam. Te co zostawiłam zrobiłam pod koniec i luuu. Wyszłam szczęśliwa, jak zwykle ostatnia. " Starałaś się? Tak? Jest okey". Po wtrażoleniu w siebie gorzkiej czekolady i litrów wody wróciłam na miejsce i napisałam matmę. Strzelałam tylko jeden  raz przy jakiś kątach, bo zupełnie nie wiedziałam z której strony do tego podejść. Jakieś niejasne polecenie było. Pewnie stracę na tym jeden punkt na pewno. Ale tak to wyjątkowo spoko mi się liczyło.
Na angielski to dostałam okresu . Brawson :D Cudem uszłam z życiem, czułam się  stokrotnie bardziej zmęczona. Praktycznie nic nie pamiętam z tego. Zero wrażeń. Jedynie co to może, że poszło mi dobrze ze słuchu z którego czułam się zawsze słabo. 
A rozszerzony . Podeszłam na takim luzie, bo ten prawie zupełnie się nie liczy. Średnioprosty (?) był :)
Dałabym sobie takie zuchwałe 4(-)/6 :D.
Jeżu, ja ci to rozdziele. Będzie newsów na kilka postów. O Grecji dodam wieczorem, bo nie wyrobię inaczej. Tyle do opowiadania! A ja skrótów nie uznaję, przemęczysz się!
Nie żegnam się :P. Wybacz jeśli coś zabrzmiało żałośnie, ja się przejmuję i przeżywam tak intensywnie. 
Hah i wracamy do tłumaczenia :D